Resident Evil Revelations
Powrót klasyki
Jacek Chlewicki 10 czerwca 2013, 17:30
Seria Resident Evil wróciła do formy. I choć jest to powrót trochę na skróty, bo nie jest to gra nowa, a na dodatek stworzona z myślą o handheldach, to jednak wysokim poziomem zawstydza Resident Evil 6.
Nigdy bym nie zgadł, że w 2013 roku pojawi się tytuł, który przypomni mi złote lata survival-horrorów, kiedy to w czytnikach PlayStation One kręciły się płyty z takimi hitami, jak pierwsze części Resident Evil, Dino Crisis czy Parasite Eve.
Wydarzenia przedstawione w Revelations dzieją się między czwartą, a piątą częścią Residenta. Sposób poznawania historii przypomina oglądanie serialu telewizyjnego. Każdy nowy rozdział rozpoczyna się krótką sekwencją wprowadzającą w rodzaju „w poprzednim odcinku”. Główny wątek tym razem dotyczy terrorystów, którzy weszli w posiadanie wyjątkowo paskudnego środka zmieniającego ludzi w krwiożercze mutanty. Przygodę rozpoczynamy na pokładzie luksusowego statku pasażerskiego Queen Zenobia, który – jak się nam początkowo wydaje – jest uśpiony i pozbawiony załogi. Szybko okazuje się być jednak siedliskiem wirusa i dziwnych stworzeń uparcie przyczepiających się do powierzchni płaski.
Najnowsza krucjata przeciwko zombi trwa jakieś osiem godzin. Nie miałbym naprawdę nic przeciwko, gdybyśmy mogli cały ten czas spędzić na pokładzie statku, przemierzając wąskie korytarze i odkrywając coraz to nowe, zaskakująco luksusowe i rozległe pomieszczenia. Może nie jest to ten sam pałac jak z pierwszego Residenta, ale uwierzcie mi, Queen Zenobia skrywa w sobie wiele fascynujących i dziwnych miejsc. Dominują wąskie korytarze i przejścia, ale chwilami pomieszczenia są tak wielkie, że trudno się domyślić, że znajdujemy się na statku. Brawo. Capcom stworzyło statek, o którym fani serii długo nie zapomną.



