News

Might & Magic: Clash of Heroes

Prawie jak Heroes. Prawie...

W 2009 roku kanadyjskie studio Capybara Games stworzyło pierwszą produkcję z serii Might and Magic w wersji na konsolę mobilną. Gra, będąca połączeniem cRPG oraz strategii turowej, trafiła początkowo jako exclusive na Nintendo DS. Po premierze okazało się, że ta niepozorna produkcja urzekła nie tylko recenzentów, ale i graczy. Ubisoft postanowił więc wydać odświeżoną wersję Clash of Heroes również na inne platformy. Wiosną tego roku tytuł dostali posiadacze konsol obecnej generacji: Playstation 3 oraz Xboksa 360. Teraz produkcja trafiła w końcu również na komputery osobiste. Czy zadowoli zagorzałych fanów serii?

Jak dotąd seria Might and Magic była wydawana głównie na komputery klasy PC i oczywiste jest, że to gracze komputerowi są najbardziej wiernymi odbiorcami cyklu. Tym razem jednak dopiero jako ostatni dostali szansę zapoznania się z Clash of Heroes.

Trzeba jednak powiedzieć szczerze: sposób gry znacząco różni się od tego tradycyjnego, który znamy z poprzednich odsłon Heroes of Might and Magic. W opisie gry znajdziemy informację, że historia dzieje się na 40 lat przed wydarzeniami z Heroes of Might and Magic V i… to właściwie jedyne połączenie z całą serią, którego doszukamy się w grze. Nawet powiązanie fabularne jest naprawdę luźne – spotkamy tu zupełnie nowych bohaterów i nową opowieść. Poza uniwersum wszystko jest świeże. Nasi bohaterowie nie posiadają zamków i miast, które muszą rozwijać. Na polu walki dysponujemy własną armią, jednak celem starcia nie jest wybicie armii przeciwnika, a zabranie wszystkich punktów życia postaci bohatera. Armia stanowi jedynie o sile naszego ataku oraz tworzy linię obrony, która przyjmuje na siebie ciosy wymierzane w naszego bohatera. Cała reszta jest osobną produkcją.

Właściwie wygląda, jakby napis „Might and Magic” miał po prostu wypromować grę i sprawić, ze zainteresuje się nią wielkie grono fanów uniwersum Heroes. Właśnie z tego powodu porównań do Might and Magic chcąc nie chcąc nie unikniemy.

Ruszamy w świat Clash of Heroes

Jeśli chodzi o samą oprawę gry to wielbiciele oryginalnych wersji językowych będą usatysfakcjonowani. We wszystkich intrach i filmikach pozostawiono oryginalną, angielską narrację. Osoby nieznające języka także powinny być zadowolone. Tłumaczenia pojawiają się w małym okienku, w formie napisów. Translatorzy raczej nie popełnili większych błędów, zdania są poprawne gramatycznie, chociaż zdarza się znaleźć jakiś zbyt dosłownie przetłumaczony idiom.

Oprawa muzyczna nie odstaje od wysokiego poziomu pozostałych odsłon Might and Magic. Również grafika jest naprawdę bardzo ładna. Pewna nieścisłość pojawia się na okładce, której styl mógłby sugerować, że postacie w grze wzorowane są na japońskich kreskówkach. Nie każdemu musi się to podobać. Na szczęście faktyczne postacie w grze wyglądają jedynie na inspirowane mangą, jakby twórcy nie mogli się zdecydować i ostatecznie przerobili je na bardziej odpowiadające europejskiemu odbiorcy. Przykładowo szkielety z klasy Nekromantów wyglądają na żywcem wyjęte z filmów Tima Burtona. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że graficznie Clash of Heroes bardziej niż samych Herosów (czego można by się spodziewać) przypomina bliźniaczą do nich produkcję, King’s Bounty: Legenda. Kolorowy, bajkowy świat, pełen rycerzy w lśniących zbrojach, a oprócz tego sposób poruszania się po mapie i prowadzenia fabuły są bardziej podobne do tej właśnie gry niż do otwartego świata Heroes, w którym możemy praktycznie robić co, chcemy.

Fani przyzwyczajeni do sagi Heroes mogą poczuć się nawet lekko ograniczani. Po planszy poruszamy się po określonych punktach, zwanych w polskiej wersji „węzłami”. Do tego mapy w grze podzielone są na mniejsze wycinki, czasami nawet bardzo małe – do tego stopnia, że podróżując przez niektóre fragmenty świata przelecimy przez nie bez zatrzymania się. Na pracę kamery także nie można narzekać, chociaż czasami zdarza się, że nie pokazuje całej ścieżki, a jedynie początkowy i końcowy jej fragment. By więc zejść/zatrzymać się na środku drogi musimy wskazać bohaterowi jej koniec i dopiero poczekać, aż na ekranie pokaże nam się cała trasa przejścia. Może to być po pewnym czasie lekko irytujące.

Zgłoś błąd