GTA V PC - recenzja
Trzej bohaterowie + trzy premiery = gra na szóstkę… z małym minusem.
Jakub Jach 27 kwietnia 2015, 16:00
Na GTA V PC Rockstar kazał nam czekać ponad półtora roku. Gra jednak w końcu do nas dotarła, a co z pewnością cieszy - oferuje więcej od tego, czym pochwaliły się już wcześniej konsolowe wersje produkcji. Jak bardzo zmienili się Michael, Trevor i Franklin na monitorach naszych komputerów? Czy jest to zmiana nie do poznania, czy może tylko drobny lifting, mający wyretuszować sprzedaż tytułu? Zobaczcie, jak "tym samym" po raz trzeci z rzędu Rockstar zaskoczył cały świat.
Historia GTA V jest naprawdę ciekawa i zarazem pokrętna. Z jednej strony są to miesiące oczekiwania oraz profesjonalnego marketingu Rockstar. Z drugiej stoją natomiast miliony fanów na całym świecie, którzy w serii od lat odnajdują ten jedyny w swoim rodzaju klimat. Wielka Kradzież Samochodów w piątej odsłonie podbiła już co prawda cały rynek i w 2013, i w 2014 roku, jednak teraz przyszła pora zwieńczyć dzieło twórców. I chociaż w rozgrywce za kratki raczej nie trafimy, zdaje się, że piąta odsłona jest na sukces po prostu skazana.
Trzech wspaniałych
Po przeszło półtora roku od premiery pierwotnych wersji GTA V, większość fanów zdążyła się już raczej zapoznać z fabułą rozgrywki. Dla tych jednak, którzy wciąż mają w zamiarze rozpocząć swoją przygodę z grą, postanowiłem w ocenie ograniczyć się do minimum, co jest w tym przypadku bardzo trudne. Franklin, Michael i Trevor bowiem nie robią niczego na minimalnym poziomie, a nawet na „pół gwizdka”. Historia z GTA V to coś, czego brakuje dziś nawet w niektórych wysokobudżetowych produkcjach Vine… to znaczy Hollywood. Akcja z pompą, trzy supercharyzmatyczne postacie, każda z własnym, niepowtarzalnym życiorysem, dodatkowo idealnie wystylizowana zgodnie ze środowiskiem, z którego się wywodzi. Czego chcieć więcej?
Być może czasu, gdyż ledwie zdążyłem zapoznać się z każdą postacią z osobna. Wszystko, co dobre niestety szybko się kończy, dlatego po cichu liczę na fabularne dodatki do trybu singleplayer, tak jak to miało miejsce w poprzedniej generacji GTA. Niemniej, z całym szacunkiem dla dotychczasowych wcieleń serii, Piątka po prostu robi wszystko co najmniej pięć razy lepiej. Nie dotyczy to wyłącznie samej fabuły, która różnorodnością misji i zadań może się równać chyba tylko z najlepszymi tytułami RPG. Spora część tła akcji kreowana jest przez różnego rodzaju pikantne „smaczki” – szczegóły tworzące cały klimat rozgrywki, jak np. zaczepki Michaela i Trevora, niesamowicie wiarygodny slang Franklina czy też atrakcyjne dialogi. Wszystko to powoduje, że tak właściwie cały gameplay budują właśnie te szczegóły, które oczywiście były już obecne wcześniej, jednak w najnowszej odsłonie GTA zostały spotęgowane co najmniej pięciokrotnie.
Chwała lub chała
Niespełna cztery tygodnie temu serwis IGN uraczył nas chwytliwym prima aprilisowym żartem, dotyczącym właśnie piątej części Grand Theft Auto. Na stronie portalu pojawił się bowiem artykuł opisujący pierwszy, przedpremierowy kontakt z grywalną wersją tytułu, który redaktorzy jednostronnie określili jako niezbyt przyjemny. Powodem tego miały być braki w rozgrywce, ale przede wszystkim naprawdę kiepska optymalizacja gry. Miała ona rzekomo powodować duże spadki płynności na, bądź co bądź, całkiem dobrym sprzęcie, jakim dysponowali recenzenci. Natomiast kiepska optymalizacja to chyba najgorszy koszmar fanów serii GTA, na czym świadomie i z premedytacją (ale adekwatnie do okazji) postanowiła zagrać redakcja IGN.
Test szybko zniknął jednak z obiegu, co wywołało niemalże taką samą konsternację w społeczności graczy, jak wydane w 2008 roku GTA IV na pecety. To właśnie wówczas optymalizacja gry wydawała się prima aprilisowym żartem, co najgorsze – niezbyt trafionym, nie w porę, a na domiar złego prawdziwym. Od tamtej pory Grand Theft Auto zaczęło słynąć nie tylko z otwartego świata, wypełnionego po brzegi możliwościami, ale również z niezbyt dobrego obycia z komputerami osobistymi. Możliwości GTA V są natomiast bez wątpienia niepodważalne, dlatego też postanowiłem skupić się na tym, jak ogromny świat Los Santos prezentuje się na ekranie peceta, a przede wszystkim – jak działa gra, niezależnie od zakamarka, w którym akuratnie znajduje się Trevor, Michael czy też Franklin.
Poniżej prezentuję specyfikację najważniejszych komponentów sprzętu oraz screeny z ustawieniami gry, na jakich wypróbowaliśmy GTA V. Warto tu nadmienić, że opcje zostały dostosowane do sugestii o ustawieniach niepotrzebnie spowalniających działanie rozgrywki bez wyraźnej poprawy w efektach graficznych:
- Procesor: Intel Core i5 3570k 3,4 GHz
- Karta graficzna: GeForce GTX 770 2GB
- Pamięć RAM: 8 GB
- System: Windows 7 64-bit










