Magicka
Niepoważny świat magii
Krystian Machnik 3 grudnia 2011, 16:00
Małe, lecz ambitne gry były niegdyś po prostu wyśmiewane. Pomijano fakt, że przeciwstawiają się ogólnym tendencjom, próbują iść pod prąd – wraz ze swoimi twórcami skazane były na powolną śmierć przez zapomnienie i brak środków wynikający z małego zainteresowania. Wszystko uległo jednak zmianie, gdy w branży gier pojawił się Steam. To system elektronicznej dystrybucji, który małym firmom, takim jak Arrowhead Game Studios, daje dobrą reklamę, a ich produkty mają szansę trafić do milionów graczy na całym świecie. Jednym z nich jest Magicka.
Popularność Magicki trudno kwestionować, jednak moim skromnym zdaniem ta gra nigdy nie osiągnęłaby takiego sukcesu, gdyby nie Steam. Dlaczego? Ponieważ to tak naprawdę zwykła, niezbyt ambitna i do bólu powtarzalna gra, której wszystkie oczywiste wady zostały zasłonięte przez dość specyficzny humor. Choć akcja rozgrywa się w świecie fantasy, to nie brakuje tu odniesień do szeroko pojętej popkultury. W efekcie na naszym ekranie radośnie biega magik z przewieszonym przez ramię… karabinem automatycznym w stylu Rambo.
W trakcie gry wielokrotnie trafiamy na jakieś elementy świadczące o niepoważnym (w dobrym tego słowa znaczeniu) podejściu twórców. Na przykład na jednym z końcowych poziomów musimy dostać się do wnętrza zamku, w którym ukrywa się wampir Vlad. Brama jest zamknięta, zatem musimy przekonać mieszkańców wsi, żeby nam pomogli. Rzecz jasna, trzeba z nimi porozmawiać, pomóc im i wykonać inne tym podobne czynności. Najciekawiej jednak robi się gdy już uda nam się obrócić ich przeciwko władcy. Wołają wówczas „Nadszedł czas rozwścieczonej hołoty!”, po czym ruszają z pochodniami pod zamek, krzyczą „Otwieraj bramę!”, ta się otwiera, a oni na to… „Jak się tak człowiek zastanowi... Chyba nie ma co marnować sobie życia z powodu drobnego nieporozumienia” i odchodzą. Oczywiście gracz zostaje zmuszony do samotnej walki z przeciwnikiem, który wydaje się nie do pokonania.
Takich sytuacji jest w tej grze mnóstwo, żeby nie powiedzieć, że aż za dużo. W pierwszym podejściu to śmieszy, ale po paru godzinach odruchowo mówiłem do siebie „no jasne, a jakżeby inaczej”. Po prostu po dwóch poziomach wszystko staje się tak oczywiste i przewidywalne, że pojawia się niesmak. Oczywistym jest, że po pokonaniu małych, acz niezwykle licznych przeciwników, przyjdzie pora na bossów, którzy zmiotą nas z powierzchni ziemi, zanim zdążymy w ogóle załapać o co chodzi. Jest to najbardziej denerwujący element tej gry, ponieważ wspomniani panowie bossowie lubią bez przerwy atakować śmiercionośnymi ciosami, dając niewiele czasu na reakcję. A – jak można się spodziewać po tej grze – przy okazji sprawę utrudnia nam masa mniejszych przeciwników, którzy potrafią nas zablokować w jednym miejscu. Takie sytuacje potrafią niesamowicie zdenerwować.
Magickato jedna z najbardziej irytujących gier, w jakie miałem (nie)przyjemność grać. Na początku rozgrywki poziom trudności nie jest zbyt wygórowany, ale problemy sprawia przywoływanie zaklęć. Zapamiętanie kombinacji klawiszy odpowiadających oczekiwanym efektom wymaga czasu, a tego nie dostajemy od gry zbyt wiele. Oczywiście wystarczy powtórzyć daną kombinację X razy (zależnie od umiejętności szybkiego zapamiętywania przez gracza), a będziemy je „wklikiwali” z automatu, ale musimy się nastawić na częste wczytywanie, póki nie uda nam się tego opanować.




