Windchaser
Wichry wojny
Rafał Kurpiewski 7 sierpnia 2009, 15:25
Tabela faktów pokaż/ukryj
| Produkt: | Windchaser |
| Producent: | Chimera Entertainment |
| Dystrybutor w Polsce: | Techland |
| Wersja językowa: | polska (napisy i dialogi) |
| Data premiery na świecie: | 9 maja 2008 |
| Data premiery w Polsce: | 15 lipca 2009 |
| Zalecany wiek: | 12+ |
| Wymagania sprzętowe - minimalne: | procesor Intel Pentium IV (2,0 GHz) lub odpowiednik, 1 GB RAM, karta graficzna zgodna z DirectX 9.0c (GeForce 6800 lub odpowiednik), 3 GB wolnego miejsca na HDD |
Gry komputerowe bardzo często wzbudzają skrajne emocje wśród graczy. To, co jedni uznają za tytuł wspaniały, innowacyjny i wielki, dla innych może być pozycją absolutnie niestrawną, nudną, dziwną. Stosunkowo rzadko jednak zdarza się, by jakiś tytuł wywołał zupełnie przeciwstawne uczucia u tej samej osoby. Taką grą w moim odczuciu jest właśnie Windchaser, który podczas kilku dni testowania potrafił mnie zarówno zniesmaczyć, jak i zachwycić, wkurzyć i ułagodzić. Cóż, wiatr zmiennym bywa.
Złe wiatry
Windchaser jest debiutancką produkcją niemieckiego zespołu Chimera, Entertainment wydanym w Polsce przez Techland w pełnej polskiej wersji językowej. Ponieważ gra jest hybrydą strategii, RPG i gry logicznej niemałym zdziwieniem był dla mnie brak drukowanego podręcznika obsługi w pudełku (całkiem zresztą ładnym), zwłaszcza, że gra te siedem dyszek jednak kosztuje. Wspaniale. Lepszym rozwiązaniem byłoby tylko umieszczenie w pudełku wydrukowanego kodu gry, "do samodzielnego przepisania i skompilowania". Skąd u mnie ta zgryźliwość, skoro dzisiejsze produkcje zdążyły już nas przyzwyczaić do olewania manuala z racji swojej przyjazności względem użytkownika? Po co komu instrukcja, skoro w większości gier mamy ładny tutorial, który w mig zapozna nas ze sterowaniem i prowadzeniem rozgrywki? Może to i prawda, ale w przypadku Windchasera samouczek jest wybitnie nieprzyjazny i niezbyt przystępnie tłumaczy mechanizmy w grze występujące, przez co przez pewien czas robi się wszystko na oślep. Instrukcję oczywiście dołączono, tyle że w wersji elektronicznej, na płycie dvd z grą. Nietrudno się jednak domyślić reakcji gracza na widok prawie sześćdziesięciostronicowego pliku PDF – z ust wydobywa się pokpiwająca "motyla noga", a wskaźnik myszki niemal automatycznie przesuwa się w kierunku zbawienia pod postacią przycisku "X" w prawym górnym rogu ekranu i na tym przygoda z instrukcją się kończy. Jakby tego było mało, gra niespecjalnie lubi się z kombinacją klawiszy ALT+TAB i potrafi nas za jej użycie wynagrodzić przesłodkim errorem. Można więc zapomnieć o komfortowym przełączaniu się między grą a instrukcją. W tej sytuacji jedynym sensownym sposobem jest albo ją sobie wydrukować albo czytać "na sucho" przed/po rozgrywce albo też nie korzystać wcale. Trzeba przyznać, że "wejście" w grę maksymalnie utrudniono i negatywnie wpływa to na dalsze kontakty z Windchaserem. Gra bowiem do najprostszych w obsłudze, przynajmniej z początku, nie należy.
Kolejną rzeczą, jaka rzuca się w oczy tuż po uruchomieniu i do reszty przeraża, jest zaprawdę mizerna oprawa wizualna. W pierwszej chwili byłem przekonany, że gra po prostu uruchomiła się z najniższymi możliwymi ustawieniami grafiki. Niestety, okazało się, że to, co widzę na ekranie, to już maksimum jej możliwości. Kilka "motylich nóg" i spojrzeń w kierunku kalendarza (celem upewnienia się, że to na pewno 2009 rok), po czym nie pozostaje nic innego jak, przeczuwając totalną katastrofę, zacząć próbować grać. I tutaj zaczyna się... a właśnie, że nie "piekło". Okazuje się, że gra się w to naprawdę dobrze.



