Devil May Cry 4
Czy nowa wersja DMC na PC będzie równie słaba, co poprzednia?
Bartosz Woldański 19 lipca 2008, 00:28
Tabela faktów pokaż/ukryj
| Produkt: | Devil May Cry 4 |
| Producent: | Capcom Entertainment, Inc. |
| Data premiery na świecie: | lipiec 2008 |
| Data premiery w Polsce: | wrzesień 2008 |
| Zalecany wiek: | 16+ |
| Wymagania sprzętowe - minimalne: | Core 2 Duo 3.2 GHz, 2 GB RAM, karta grafiki 512 MB (GeForce 8600 lub lepsza), 8 GB HDD, Windows XP SP2/Vista |
Zarówno beat'em upy, jak i slashery różnej maści na pecetowym rynku są rzadkością. Były, są i będą domeną „konsolowców”, co nie wyklucza faktu, że znajdą się zatwardziali „blaszakowie”, którzy pograliby chętnie w wyżej wymienione rodzaje gier.
Firma Capcom poszła po rozum do głowy i od jakiegoś już czasu przenosi swoje największe hity z konsol starej i obecnej generacji na komputery osobiste. Właśnie w moje ręce trafiła najnowsza konwersja rodzącej się w ich studiu gry. Mówią jej Devil May Cry. Czwarta odsłona, ale po raz drugi na PC. Czy warto było czekać i liznąć prawdziwej sieczki serwowanej przez zespół z Krainy Kwitnącej Wiśni?
Hola, hola! Nie tak prędko… Zanim udzielę odpowiedzi, pragnę wrócić do czasów, kiedy poprzednia część „Płaczącego Diabła” wylądowała na domowych „piecykach”. W 2006 roku mogliśmy my, pecetowcy, wreszcie wcielić się w postać będącą mieszaniną cech człowieka i demona, Dantego. Konwersja nie należała, delikatnie mówiąc, do udanych, wprost przeciwnie – leżała i kwiczała prawie pod każdym względem. Od słabej optymalizacji i bardzo przeciętnej jak na ówczesne czasy grafiki, poprzez nienajlepszy interfejs spowodowany konsolowym rodowodem, na całkowicie nieudanym sterowaniu kończąc. Powstałe łatki poprawiły to i owo i dało się jakoś grać, ale dalece było grze do miana choćby „dobrego portu”. Dlatego też spodziewałem się po „czwóreczce” najgorszego... Zupełnie niepotrzebnie, jak się okazało.
Panowie i Panie z Osaki odwalili kawał świetnej roboty i konwersja wersji Devil May Cry 4 na PC ma się o niebo lepiej, niż jej nieszczęsna poprzedniczka. Chwała Capcomowi! Po zagraniu w demo stwierdzam, że słowa wypowiedziane z ust twórców nie były puszczane na wiatr (m.in. o świetnej optymalizacji). Najpierw jednak chciałbym skrobnąć o tym, co oferuje dostępna, ważąca kilkaset MB, wersja demonstracyjna. Mamy dwa poziomy – z tego jeden ograniczony czasowo do 10 minut, drugi już bez ograniczeń. A w nim sporą część zmierzymy się z ogromnym badassem wręcz z piekła rodem, Belariem. Cud, miód i fistaszki!
Na obu levelach chodzi o to samo. O miłą i przyjemną dla ocząt jatkę (czy może być ona „przyjemna”?). Wcielając się w postać Nero, który wyglądem wcale tak znacząco nie różni się od Dantego, szlachtujemy za pomocą iście demonicznego miecza i zabójczej dla bestii broni palnej maszkary. Slasher, jakich na rynku „growym” mało, żeby nie rzec, prawie że w ogóle. Pocina się w niego z bananem na twarzy – tak radosnej młócki (żeby nie było, nie należę do żadnych sadystów i tym podobnych) dawno nie miałem. Ci, którzy zakochali się w “trójeczce”, dzięki nowemu DMC będą wniebowzięci.




