Call of Juarez
Michał Stromski 16 listopada 2006, 22:30
Tabela faktów pokaż/ukryj
| Produkt: | Call of Juarez |
| Producent: | Techland |
| Wydawca: | Ubisoft |
| Dystrybutor w Polsce: | Techland |
| Wersja językowa: | polska (kinowa) |
| Data premiery na świecie: | 8 września 2006 |
| Data premiery w Polsce: | 8 września 2006 |
| Zalecany wiek: | 18+ |
| Wymagania sprzętowe - minimalne: | Pentium 4 2.2 GHz, 1 GB RAM, karta grafiki 128MB (GeForce 6600 lub lepsza), 2 GB HDD, Windows 2000/XP |
Ciężko być obiektywnym, pisząc recenzję gry zrobionej przez Polaków. Jednak mimo wszystko muszę przyznać, że po raz pierwszy w historii programistom Techlandu wyszedł klimatyczny FPS, zawierający kilka innowacyjnych pomysłów. Call of Juarez pod wieloma względami znacznie wyróżnia się spośród dotychczasowych produkcji, zaczynając od lokacji, poprzez głównych bohaterów, na oprawie audiowizualnej kończąc. Każdy gracz uważający się za fana gatunku FPS nie może obok tego tytułu przejść obojętnie.
W brutalnej otoczce…
Call of Juarez ukazuje ciemne strony Dzikiego Zachodu. Nie jest to gra dla małych dziewczynek, oznaczenie PEGI na pudełku informuje, iż jest ona przeznaczona dla osób powyżej 18 roku życia. Techland zapowiadał, że CoJ będzie łamał niektóre tematy tabu – głównie chodziło tu o jedno zbytnie zbliżenie się dwojga postaci na ekranie. Ostatecznie wszystko się kończy nim na dobre się rozpocznie. Poważną atmosferę psują listy gończe porozrzucane po etapach (jeden nawet na nagrobku – czarny humor), które w rzeczywistości przedstawiają wizerunki autorów gry. Gdyby takie rozwiązanie zastosowano w Gunie, to może wydałoby się fajne, ale z pewnością nie tu. Wrocławscy programiści ponadto okazali się bardzo poprawni politycznie i uniemożliwili graczom zabijanie cywili oraz koni. Szkoda tylko, że przypomina się o tym w trakcie rozgrywki, a nie w instrukcji. Znacznie lepiej wygląda sprawa bohaterów. Ci naprawdę są oryginalni i barwni, ale niestety tylko oni… Reszta ludzi dzieli się już tylko na dobrych i złych, a co dziwniejsze nawet dobrzy walczą pomiędzy sobą.
…tam, gdzie Słońce zachodzi…
Dziki Zachód jest bardzo rzadko wykorzystywany jako miejsce akcji gier. Ostatnią udaną produkcją osadzoną w tych realiach była zręcznościówka Gun. Westernów na PC jest naprawdę bardzo mało, a wśród nich od chwili premiery króluje Call of Juarez.
Krajobrazy w grze są naprawdę malownicze. Przepiękne góry, rancza, pustynne miasteczka! Oprócz dobrych stron, do których należy lokalizacja, znajdziemy także przysłowiową „łyżkę dziegciu”. Podczas rozgrywki napotkamy mało postaci, z którymi można by niezobowiązująco poplotkować. Zazwyczaj trafiać będziemy tylko na takie do zabicia bądź ominięcia, aczkolwiek czasem występują także zakładnicy oraz osoby chcące nam pomóc.
…mają miejsce wydarzenia…
Po Billym nikt nigdy nie spodziewał się wiele. Jest on młodym pół-Meksykaninem, który w życiu nie ma lekko. Nie do końca dobrze układają mu się kontakty z ojczymem, ma na pieńku z miejscowym szeryfem oraz spotyka go wiele nieprzyjemności związanych z odmiennym kolorem skóry. Wszystko to jednak przestaje mieć znaczenie, gdy po powrocie do domu zastaje zwłoki matki i ojczyma. Na domiar złego właśnie w tym momencie przychodzi z wizytą pastor Ray, brat ojczyma. Sytuacja jest dla niego wymowna, kiedy duchowny widzi pochylonego młodzieńca nad zakrwawionymi ciałami. W taki sposób rozpoczyna się wielki pościg.
Oprócz tego głównego wątku producenci zaimplementowali także kilka innych pomysłów, których niestety nie rozwinęli, przez co gracz na swojej drodze napotka postacie, jakie mogłyby mieć znaczenie dla fabuły, ale niestety nie mają – najwyraźniej scenarzystom szybko kończyły się dobre pomysły. Najgorsze są etapy, w których Billy strzela z łuku do królików, czy też poszukuje pióra, którym później może się jedynie podrapać…
Na tym zakończę opowiadanie o fabule, ponieważ nie chcę zdradzać zbyt wiele.




