Alone in the Dark
Czy sprosta legendzie?
Michał Degórski 24 lipca 2008, 12:21
Tabela faktów pokaż/ukryj
| Produkt: | Alone in the Dark |
| Producent: | Eden Studios |
| Wydawca: | Atari / Infogrames |
| Dystrybutor w Polsce: | CD Projekt |
| Wersja językowa: | polska (pełna) |
| Data premiery na świecie: | 20 czerwiec 2008 |
| Data premiery w Polsce: | 26 czerwiec 2008 |
| Zalecany wiek: | 18+ |
| Wymagania sprzętowe - zalecane: | procesor Intel Core 2 Duo (2,2 GHz) lub odpowiednik, 2 GB RAM, karta graficzna zgodna z DirectX 9.0c (GeForce 8800 lub odpowiednik), 8,5 GB wolnego miejsca na HDD |
| Zawartość zestawu: | DVD z grą, artbook, instrukcja, poradnik |
W historii survival - horrorów jest kilka dat, które dla fanów tego gatunku mają największe znaczenie. 1992 – protoplasta gier z tego gatunku, produkcja Alone in the Dark. 1997 – pierwszy, uważany dotąd za najlepszą część, Resident Evil. 1999 – najlepszy survival horror na PSX, gra Silent Hill. 2000 - Blair Witch, volume one: Rustin Parr, jedyna tak klimatyczna gra. 2003 – najsmutniejszy i najwspanialszy horror na PC, produkcja Silent Hill 2. 2005 – najładniejszy dreszczowiec pt.: F.E.A.R. Czy do tych przełomowych dat dla tego gatunku dopisać można rok 2008 i najnowszą odsłonę gry spod egidy Alone in the Dark?
A może będzie to „2008 - Penumbra: Black Plague, pierwszy tak interaktywny survival horror”? Dwie rzeczy są jednak pewne – bieżący rok dla lubiących się bać będzie bardzo obfity. Na Halloween zapowiedziano (obok filmu Piła V; ciekawostką jest fakt, że powstaje gra na podstawie tego kinowego hitu) Dead Space, a na końcówkę roku – Resident Evil 5 (na razie na konsole nowej generacji, jednak Capcom wydaje swoje gry często i na PC, vide: Resident Evil 4), do tego dołącza Alan Wake, Silent Hill Origins oraz Penumbra: Requiem. Druga pewna rzecz: w podsumowaniach pod koniec roku na najlepszy survival horror na pewno zabraknie gry Alone in the Dark, wydanej właśnie przez Atari. I to wcale nie z dość błahego powodu, że gra w ogóle nie straszy, zapowiadana jako dreszczowiec gra okazała się być grą akcji. Do tego dochodzi fakt, iż Alone in the Dark jest wyjątkowo słabą grą...
Scenariusz gry jest prosty: nasz cierpiący na amnezję bohater (znany z poprzednich części Edwarda Carnby) ma tajemniczy klejnot, pradawną moc i misję ratowanie świata. Ot, standardowa klisza fabularna, odcinek 15392... Autorzy nie poświęcili swojego – jakże cennego! – czasu na stworzenie emocjonującej historii. Owszem, po pewnym czasie wszystko się „zazębia”, pojawiają się nawet zwroty akcji. Jednak historia zapowiadana na miarę tej z „Prison Break’a”, „Lost”, czy „24 godziny”, nie powala. A w porównaniu z ww. serialami wydaje się być pisana na chybcika. I piszę to z perspektywy biernego widza wszystkich tych seriali. Najciekawsze jest to, że za fabułę w grze odpowiada Lorenzo Carcaterra – autor historii, na kanwie której powstał film „Uśpieni” z Robertem De Niro, Bradem Pittem i Dustinem Hoffmanem. Jednak, jak podaje Eden Games, producent Alone in the Dark, Lorenzo w głównej mierze odpowiada za dialogi w grze – ale i one niczym nie błyszczą, choć narzekać specjalnie nie można. Ot, takie wprowadzenia do opowieści.
Natomiast braku widowiskowości nie można zarzucić początkowym scenom. Tajemnicza siła, walenie się budynku, ucieczki po ścianie bloku... mogą przyprawić o palpitację serca co wrażliwszych. Alone in the Dark od razu odkrywa swoje wady – potwornie ciężkie sterowanie. Starając się ruszyć topornie animowanego Edwarda przeżyjemy horror... całkowicie niezamierzony. Carnby porusza się tragicznie, jak kukiełka z dziecięcego teatrzyka. Na dodatek widok z perspektywy pierwszej osoby (z oczu postaci) jest może i lepszy, jednak ogranicza widoczność. Z kolei poruszanie się z widoku trzeciej osoby jest uciążliwe. To największa bolączka tego tytułu, który odrzuca już na starcie od grania. Zrezygnowano również z interfejsu (paska zdrowia, ekwipunku itp.), który przypominałby graczowi, że od akcji oddziela go ekran monitora. Zanurzenie w świat gry jest więc całkowite. Patent jest prosty – główny bohater wszystkie przedmioty trzyma w kurtce, wystarczy jedno kliknięcie, by Edward rozchylił połacie kurtki i naszym oczom ukazał się cały oręż. Wybieramy interesujący nas przedmiot i ruszamy na hordy wrogów. Gdy ci nas zranią, wystarczy wybrać „spray” i – dalej nie zatrzymując rozgrywki, co jest dość uciążliwe jak atakuje nas chmara przeciwników – popsikać ranę i uleczyć nieszczęśnika.





