News

Puzzle: NeverDead - pięć pierwszych wrażeń

Puzzle to nowa forma testowania gier, którą wraz z dzisiejszym dniem wdrażamy na PC Centre. Na pierwszy ogień wybraliśmy NeverDead - najnowszą grę studia Rebellion.

Czym są puzzle? Nową, testową formą recenzowania gier na PC Centre. Biorąc pod uwagę coraz więcej treści tworzonych w serwisach internetowych, życie w ciągłym biegu i malejącą chęć internautów do czytania długich tekstów proponujemy coś nowego. Zamiast publikować jeden, długi tekst będący recenzją, zaprezentujemy Wam, Drodzy Czytelnicy, kilka krótszych, traktujących o różnych ciekawostkach lub najważniejszych kwestiach danego tytułu, abyście w ten przystępny sposób poznali naszą ocenę danej gry.

Na dobry początek przedstawimy Wam pięć pierwszych wrażeń z NeverDead - czyli innymi słowy opiszemy to, na co najbardziej zwróciliśmy uwagę podczas pierwszego odpalenia gry.

Pięć pierwszych wrażeń z NeverDead:

 

1. Wow, ależ to piękne!

- Taka była moja pierwsza myśl związana z NeverDead. Wyrzuciłem ją z siebie z prędkością karabinu, gdy tylko ekran ładowania zniknął i spojrzałem na pierwsze sceny na ekranie. Prawdziwy graficzny majstersztyk, animacja na najwyższym poziomie. Przez moment miałem wrażenie, że patrzę na najpiękniejszą grę, jaką kiedykolwiek widziałem. Niestety, to było pierwsze, szybko ulatujące wrażenie...

 

2. Fuj, ależ to paskudne!

-  To była moja druga myśl. Okazało się bowiem, że obrazy, które widziałem, stworzone zostały na jakimś zewnętrznym silniku przez ludzi wiedzących, na czym polega tworzenie grafiki. Panowie z Rebellion taką wiedzą się nie wykazali, ponieważ NeverDead jest zwyczajnie brzydki. Nie jest to gra na miarę aktualnych tytułów na Xbox 360, co więcej - mam wrażenie, że nawet z pierwszymi Gears of War NeverDead nie mógłby stanąć w szranki. Być może wrażenie brzydoty spotęgowane jest tym, że animacja pierwszego filmiku jest naprawdę śliczna - ale jeśli tak, to twórcy sami sobie strzelili w stopę umieszczając coś tak doskonałego przed średnią (a może nawet brzydką) całością.

 

3. Odpadła mi ręka!!!

- Przyznam szczerze, że początkowo o NeverDead zbyt wiele nie wiedziałem. Tytuł ten umknął mojej uwadze. Po tym, jak wylądował w czytniku mojej konsoli, nie spodziewałem się po nim zbyt wiele. A już na pewno nie tego, że ktokolwiek w jakiejkolwiek produkcji pozwoli głównemu bohaterowi rozpaść się na kawałki - a tu masz, nagle z otwartymi ustami obserwuję, jak Bryce (główny bohater gry) traci rękę i, zupełnie się tym nie przejmując, walczy dalej. Ale to nic! Zaledwie chwilę później całe jego ciało rozpada się na kawałki (!), w dodatku celowo - "poturlanie" się własną głową do trudno dostępnego miejsca to jedyny sposób na... otwarcie zamkniętych drzwi. Nadażącie? Podejrzewam, że zdjęcie mojej twarzy, gdy mijałem własne ręce i nogi rozrzucone obok bezwładnie spoczywającego korpusu, mogłoby zostać Photo of the Year.

 

4. To się nazywa slasher

- Początkowo NeverDead każe biegać z dwoma pistoletami - ale ostatnio jest tak w co drugiej grze akcji, więc to nic nowego. No może wystrzały z owych pistoletów bardziej przypominają mi Gwiezdne Wojny niż krwistego FPS-a, ale w końcu walczę z potworami... Jednak już po chwili w moje łapki dostał się śliczny, ogromny miecz. Prawdziwe cacko, które wzbudza respekt samym wyglądem. Co więcej, system walki dokładnie odwzorowuje cięcia mieczem wzglęedm ruchu prawej gałki analogowej. Zaczęła się prawdziwa sieczka!

 

5. Z prochu jesteś...

- Całkiem przyjemna sieczka uświadomiła mi dwie kolejne ważne w NeverDead rzeczy. Po pierwsze, wiekszość obiektów w tej grze można rozwalić. W sumie nie rozwalić, a dosłownie pociąć na tysiąc małych kawałeczków, raz na zawsze obracając je w niebyt. Po drugie, fizyka działa bardzo przyzwoicie, a wszystko lata w odpowiednie strony, mniej więcej tak jak powinno. Szkoda tylko, że rozwalanie się przedmiotów nie jest obliczane w czasie rzeczywistym, a zostało zaprojektowane z góry - no ale mówi się trudno.

 

6. BONUS

- Mały, szybki i konkretny bonusik. Uwaga, uwaga - Arcadia to niezła laska!

 

Zgłoś błąd