News

Team Assault: Baptism of Fire

Czy strategie turowe wracają do łask?

Tabela faktów pokaż/ukryj

Produkt: Team Assault: Baptism of Fire
Producent: ZEAL Game Studio
Wydawca: Slitherine
Dystrybutor w Polsce: Brak planów wydania
Wersja językowa: Angielska
Data premiery na świecie: 29 marca 2012
Data premiery w Polsce: Brak planów wydania
Zalecany wiek: 16+

Pamiętacie jeszcze Jagged Alliance lub gry takie, jak Laser Squad lub Gorky 17? To popularne w latach 90. strategie turowe, które nie miały szybkiej akcji, a mimo to aż kipiały niesamowicie dużymi pokładami grywalności. Miały ponadto coś, czego brakuje wielu dzisiejszym produkcjom – duszę, która sprawiała, że długo się o nich pamiętało. Niestety, nie uratowało to gatunku przed popadnięciem w niszę. Wiele jednak wskazuje na to, że złote czasy dopiero nadchodzą. W tym roku szykuje nam się kilka strategii taktycznych, a jedną z nich jest Team Assault: Baptism of Fire. Czy ta niepozorna produkcja zdoła przywrócić dobre imię gatunkowi?

Niestety, mam wobec tego spore obawy. O ile wydany na początku lutego Jagged Alliance: Back in Action okazał się niesamowicie wciągający, o tyle Team Assault: Baptism of Fire budzi szereg wątpliwości. Nie chodzi o sam pomysł, bo ten jest, moim zdaniem, świetny, lecz o jakość wykonania. Szwedzkie studio ZEAL Games, które zajmuje się opracowaniem tej gry, nie ma na koncie żadnych znaczących sukcesów, a ich dokonania to w zasadzie jedna wielka niewiadoma. I obawiam się, że brak doświadczenia odbije się na końcowej jakości produktu, czego zapowiedź widać na udostępnionych nagraniach.

Dlaczego o tym piszę? Bo mam duże oczekiwania wobec tej gry i bardzo bym chciał, żeby to była mocna pozycja w gatunku turówek. Ale może zacznijmy od początku. Team Assault: Baptism of Fire to gra strategiczna, w której walki odbywają się w systemie turowym – dokładnie tak samo, jak to było w kultowym Jagged Alliance 2. Sami twórcy nie ukrywają zresztą, że w dużym stopniu wzorowali się na dziele studia Sir-Tech i widać to na każdym kroku. Gracz wciela się w rolę dowódcy żołnierzy, którym powierzane są misje wymagające siłowego rozwiązania. Każdy z podkomendnych opisany jest unikalnymi atrybutami (które można rozwijać) czy nawet wskaźnikiem morale, który maleje w razie trafienia lub śmierci jednego z kompanów. Zasadnicza różnica polega na tym, że akcja Team Assault rozgrywa się na frontach II Wojny Światowej, a nie we współczesnej bananowej republice, jak to było w JA2.

Moim skromnym zdaniem to niezbyt trafiony pomysł i podobnie uważają miłośnicy gatunku, którzy wyczekują premiery. II Wojna Światowa jest bowiem konfliktem tak wyeksploatowanym w grach, że obecnie mało kto ma ochotę patrzeć jeszcze na takie produkcje. Może panowie z Zeal Games Studio uznali, że ta tematyka powróci do łask, zanim zdążą skończyć proces produkcji? Jeśli tak, to niestety, ale ukończyli ją za wcześnie. Dziś w modzie są współczesne konflikty.

Strona: 1 2 Następna
Zgłoś błąd