Team Assault: Baptism of Fire
Czy strategie turowe wracają do łask?
Krystian Machnik 25 lutego 2012, 14:11
Tabela faktów pokaż/ukryj
| Produkt: | Team Assault: Baptism of Fire |
| Producent: | ZEAL Game Studio |
| Wydawca: | Slitherine |
| Dystrybutor w Polsce: | Brak planów wydania |
| Wersja językowa: | Angielska |
| Data premiery na świecie: | 29 marca 2012 |
| Data premiery w Polsce: | Brak planów wydania |
| Zalecany wiek: | 16+ |
Pamiętacie jeszcze Jagged Alliance lub gry takie, jak Laser Squad lub Gorky 17? To popularne w latach 90. strategie turowe, które nie miały szybkiej akcji, a mimo to aż kipiały niesamowicie dużymi pokładami grywalności. Miały ponadto coś, czego brakuje wielu dzisiejszym produkcjom – duszę, która sprawiała, że długo się o nich pamiętało. Niestety, nie uratowało to gatunku przed popadnięciem w niszę. Wiele jednak wskazuje na to, że złote czasy dopiero nadchodzą. W tym roku szykuje nam się kilka strategii taktycznych, a jedną z nich jest Team Assault: Baptism of Fire. Czy ta niepozorna produkcja zdoła przywrócić dobre imię gatunkowi?
Niestety, mam wobec tego spore obawy. O ile wydany na początku lutego Jagged Alliance: Back in Action okazał się niesamowicie wciągający, o tyle Team Assault: Baptism of Fire budzi szereg wątpliwości. Nie chodzi o sam pomysł, bo ten jest, moim zdaniem, świetny, lecz o jakość wykonania. Szwedzkie studio ZEAL Games, które zajmuje się opracowaniem tej gry, nie ma na koncie żadnych znaczących sukcesów, a ich dokonania to w zasadzie jedna wielka niewiadoma. I obawiam się, że brak doświadczenia odbije się na końcowej jakości produktu, czego zapowiedź widać na udostępnionych nagraniach.
Dlaczego o tym piszę? Bo mam duże oczekiwania wobec tej gry i bardzo bym chciał, żeby to była mocna pozycja w gatunku turówek. Ale może zacznijmy od początku. Team Assault: Baptism of Fire to gra strategiczna, w której walki odbywają się w systemie turowym – dokładnie tak samo, jak to było w kultowym Jagged Alliance 2. Sami twórcy nie ukrywają zresztą, że w dużym stopniu wzorowali się na dziele studia Sir-Tech i widać to na każdym kroku. Gracz wciela się w rolę dowódcy żołnierzy, którym powierzane są misje wymagające siłowego rozwiązania. Każdy z podkomendnych opisany jest unikalnymi atrybutami (które można rozwijać) czy nawet wskaźnikiem morale, który maleje w razie trafienia lub śmierci jednego z kompanów. Zasadnicza różnica polega na tym, że akcja Team Assault rozgrywa się na frontach II Wojny Światowej, a nie we współczesnej bananowej republice, jak to było w JA2.
Moim skromnym zdaniem to niezbyt trafiony pomysł i podobnie uważają miłośnicy gatunku, którzy wyczekują premiery. II Wojna Światowa jest bowiem konfliktem tak wyeksploatowanym w grach, że obecnie mało kto ma ochotę patrzeć jeszcze na takie produkcje. Może panowie z Zeal Games Studio uznali, że ta tematyka powróci do łask, zanim zdążą skończyć proces produkcji? Jeśli tak, to niestety, ale ukończyli ją za wcześnie. Dziś w modzie są współczesne konflikty.


