Retro PC Centre odc. 15 - Tomb Raider: TLR
Jakub Jach 2 marca 2016, 20:40
Co się stanie, gdy zmieszamy Indianę Jonesa z wyjątkowym zamiłowaniem do grobowców, sporą dawką urody, kobiecego instynktu przetrwania oraz z charakterystycznym warkoczem? Dokładnie tak – otrzymamy znaną na całym świecie Larę Croft. Co sprawiło jednak, że niepokorna pani archeolog stała się właśnie tak sławna na naszej planecie? Na to pytanie trudno jednoznacznie odpowiedzieć, ale pewne jest jedno – bez wątpienia przyczyniła się do tego gra Tomb Raider: The Last Revelation.
Gdy w 1996 roku pierwszy Tomb Raider zagościł na rynku, już wówczas koncepcja studia Core Design z miejsca zdobyła uznanie graczy. Pierwsze wydanie tytułu rozeszło się w sumie w ponad dziesięciu milionach egzemplarzy, trafiając zarówno na komputery, jak i na konsole oraz konsole przenośne. Były to czasy, kiedy większość gier wciąż opierała się na grafice dwuwymiarowej. W pełni trójwymiarowy obraz, podkreślający kształty charakternej pani archeolog, robił więc niesamowite wrażenie, a jej zwinność dodatkowo potęgowała wrażenia płynące z rozgrywki.
Dzięki temu Lara Croft szybko stała się symbolem. I to nie byle jakim symbolem. Filmów z udziałem stworzonej przez Core Design postaci, w której rolę wcieliła się Angelina Jolie, nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. To samo dotyczy serii licencjonowanych komiksów czy wydanych nieco później powieści spod szyldu Lara Croft Tomb Raider, będących w ubiegłej dekadzie nie lada gratką dla fanów Tomb Raidera. To wszystko zaowocowało prawdziwym imperium, obudowanym na wirtualnym nazwisku, jakim mało kto w branży mógł się kiedykolwiek pochwalić.
Tylko tak właściwie czemu po raz kolejny zaczynamy od środka serii? Otóż jeden z powodów jest oczywisty – The Last Revelation najlepiej zapisało się w mojej pamięci. Z kolei następujące po nim Chronicles nie różniło się od swojego poprzednika na tyle, aby móc konkurować o sentymentalne wspomnienia z młodzieńczych lat. To nie jest jednak jedyny powód wzięcia pod lupę akurat tej części cyklu. The Last Revelation zapoczątkowało bowiem swego rodzaju wyrwę w niedalekiej przyszłości Tomb Raidera, która pogłębiła się wraz z premierą dosyć sceptycznie przyjętego na rynku The Angel of Darkness.
Po trzech latach przerwy od debiutu tego tytułu na rynku pojawiła się już zupełnie nowa generacja gry, bardzo odstająca od tego, czym dotychczas raczyli nas twórcy. Stało się tak głównie za sprawą rozwiązania studia - matki całego cyklu, czyli ekipy Core Design, którą wówczas zastąpiło sprawujące do dziś pieczę nad marką Crystal Dynamics. O ile ta zmiana wcale nie zaszkodziła samemu tytułowi, a nawet przyspieszyła jego świetną sprzedaż, o tyle bardziej konserwatywni gracze mieli z nią spory problem – Tomb Raider: Legend było po prostu zupełnie inną grą w charakterze oraz ogólnym odbiorze. Tak przynajmniej wydawało się przywiązanym do pierwszych części miłośnikom serii i to niezależnie od tego, że przecież skład samego Core Design mocno zmienił się jeszcze przed premierą Tomb Raidera III.





