News

Deadly Tower of Monsters - recenzja

Indyk z jajem w świecie science-fiction klasy B.

Deadly Tower of Monsters z początku wydaje się produkcją intrygującą, ale podczas przeglądania jej zapowiedzi i oglądania zwiastunów nie spodziewamy się, że może być to aż tak wciągająca, jak okazuje się podczas rozgrywki. Niepozorna gra to propozycja mogąca spokojnie konkurować z największymi przebojami na rynku indie – nie brakuje jej humoru, niezłej rozgrywki czy urokliwego klimatu, a i pod względem fabularnym potrafi zaskoczyć.

Nie jesteś sam

Deadly Tower of Monsters wyróżnia się bardzo ciekawą koncepcją fabularną i dużą dozą dobrego humoru. Kluczową rolę odgrywa tutaj fikcyjny ekspert zatrudniony do przygotowania komentarza dla wydania DVD pewnego filmu klasy B. Jak można się domyślić, nie stroni on od ironicznych docinków i kpin z bohaterów, potworów, scenografii czy nie do końca zaskakujących (z premedytacją) zwrotów akcji. W towarzystwie sarkastycznego narratora gra staje się co najmniej dziesięć razy ciekawsza, a my znacznie częściej śmiejemy się, przemierzając kolejne kondygnacje tytułowej wieży.

2016 02 23 00002

W takim razie w kogo wciela się użytkownik? Podczas całej kampanii możemy sukcesywnie zmieniać sterowaną postać między trzema: przystojniakiem Dickiem Starspeedem, seksowną Scarlett Novą przypominającą pannę Johansson i zabawnym robotem a`la R2-D2 z Gwiezdnych Wojen. Każde z trójki posiada specjalną moc, dlatego do realizacji niektórych misji wymagane będzie wejście w skórę konkretnej, np. wyłącznie Dick potrafi podkładać miny.

2016 02 23 00006

Pion zamiast poziomu

Drugą znaczącą innowacją jest stworzenie planszy pionowej zamiast poziomej, do jakiej jesteśmy od lat przyzwyczajeni w platformówkach i akcji. Tytułowa mordercza wieża potworów to właściwie cała mapa, pomijając kilka początkowych fragmentów rozgrywających się jeszcze w poziomie i przyzwyczajających nas do poruszania się, walki i innych smaczków. W miarę czasu wspinamy się coraz wyżej, a co za tym idzie, musimy być coraz bardziej ostrożni przy krawędziach – pomimo możliwości szybkiego teleportu do miejsca, w jakim znajdowaliśmy się przed sekundą, podczas niefortunnego ześlizgnięcia się z wieży trzeba być czujnym - nie zawsze może nam to ujść płazem.

2016 02 23 00032

Sam gameplay w Deadly Tower of Monsters nie należy do najtrudniejszych – to raczej rozrywka, przy której możemy spędzić wieczór, dwa lub trzy. Tylko tyle, ponieważ na dłużej nie wystarczy nam kampanii – maksymalnie pochłonie nam 5 godzin z życia, nie można jej więc zarzucić, że zbyt długo zmusza nas do niemal mechanicznego unicestwiania kolejnych potworków. Przy 30 godzinach zabawy z pewnością stałoby się to nudne – jak już wspomnieliśmy, produkcja nie wymaga od nas zaawansowanych umiejętności gamerskich, a wszystko sprowadza się do naprzemiennego używania dwóch broni (ręcznej i pistoletu) oraz umiejętności specjalnych trzech bohaterów, jakimi przyjdzie nam sterować.

2016 02 23 00039

Uniwersum kina klasy B

Kiedy zjawiamy się w świecie Deadly Tower of Monsters najpierw napotkani przeciwnicy i przyjaciele sprawiają wrażenie krótkiej prezentacji dziejów ewolucji – na starcie zostajemy napadnięci przez dinozaury, potem spotykamy przyjazne małpy ciemiężone przez inne, bardziej człekokształtne i już zaczynamy podejrzewać produkcję o darwinowskie motywy, dopóki na drodze nie staną nam cudaczne potwory rodem z filmów klasy B. Plansza aż roi się od kosmicznych stworków, ośmiornic czy pękających z impetem ni to ameb, ni to ufoludków, jesteśmy oblewani zieloną, trującą mazią oraz rażeni impulsami elektrycznymi, a od czasu do czasu z boku nagle wyskakuje nam nieposiadająca właściciela niezidentyfikowana macka. Wszystko to bezpośrednio nawiązuje do owianego złą sławą, ale za to jakże inspirującego, kina klasy B, które balansuje gdzieś pomiędzy byciem absurdalnie zabawnym a żałosnym. Deadly Tower of Monsters na szczęście nie zalicza się do tych drugich.

2016 02 23 00055

Pozostałe refleksje

Oprawa graficzna niestety nie zwala z nóg – zwłaszcza postacie oraz potwory mogłyby być mniej kanciaste, ale plansza prezentuje się całkiem nieźle i przykuwa oko bogactwem żywych kolorów. Muzyka, wręcz przeciwnie, w ogóle nie przypomina niskobudżetowych komedio-horrorów gorszego sortu, lecz zabiera nas w magiczną wycieczkę po ekstrawaganckich dźwiękach. Dziwne tylko, że soundtracku wciąż nie można znaleźć na Youtubie.

Całość jest całkiem dobrze dopracowana, chociaż od czasu do czasu wkraść może się gdzieniegdzie jakiś bug zmuszający nas do zrestartowania gry czy uśmiercenia z premedytacją naszej biednej postaci wyłączenie w celu wydostania się z martwego punktu rozgrywki. Mimo to pod względem technicznym tytuł i tak wypada o niebo lepiej niż niejedna produkcja, jaka wyszła spod szyldu Ubisoftu i czeka na aktualizacje korygujące niekończącą się listę błędów.

2016 02 24 00003

Werdykt

Deadly Tower of Monsters to świetnie przemyślana niezależna produkcja, zasługująca na znacznie więcej niż tylko chwilę uwagi. Chociaż nie należy do najdłuższych kampanii (grę spokojnie przejdziemy w 3-5 godzin), czas spędzony w uniwersum od studia ACE Team wydaje się wystarczający. Oczywiście, to zależy również od indywidualnych predyspozycji – czy wolimy dłuższe podróże, czy krótsze a częstsze. Dodatkowo tytuł zaskakuje wprowadzeniem dwóch innowacji – nieustannie towarzyszy nam narrator, z poczuciem humoru komentujący wszystko, co przytrafi się bohaterom, a po planszy poruszamy się z dołu do góry zamiast od lewej do prawej.

Jeżeli szukacie indie, które Was nie wzruszy, a rozbawi i umili kilka godzin w zimowe wieczory, nie zastanawiajcie się i podejmijcie wyzwanie morderczej wieży potworów.

2016 02 23 00059

Plusy Minusy Ocena końcowa
  • zabawny narrator
  • ciekawa plansza
  • klimat
  • aluzje do kina klasy B
  • oryginalność
  • oprawa wizualna
  • schematyczność
80%
Zgłoś błąd