News

NecroVision

Odkrywamy mroczne tajemnice I wojny światowej

Tabela faktów pokaż/ukryj

Produkt: NecroVision
Producent: The Farm 51
Dystrybutor w Polsce: Cenega
Wersja językowa: polska (pełna)
Data premiery na świecie: 27 luty 2009
Data premiery w Polsce: 6 marzec 2009
Zalecany wiek: 18+
Wymagania sprzętowe - minimalne: procesor Intel Pentium 4 (2 GHz) lub odpowiednik, 1 GB RAM, karta graficzna zgodna z DirectX 9.0c (GeForce 6600 lub odpowiednik), 8 GB wolnego miejsca na HDD

Przyznam, że na debiutancką produkcję gliwickiego studia The Farm 51, NecroVision, czekałem z niemałą niecierpliwością. Dzięki wartkiej akcji, rozbudowanemu arsenałowi, licznymi starciom z wymagającymi bossami oraz niezłej oprawie audiowizualnej ta polska gra miała być apetycznym daniem dla fanów dynamicznych shooterów. Niestety, po raz kolejny okazało się, że szumne zapowiedzi mają się nijak do jakości finalnego produktu – zamiast hitu na miarę Painkillera, otrzymaliśmy potworka pełnego błędów, który pod względem grywalności nie jest w stanie zrównać się z większością FPS-ów tworzonych przez zachodnie firmy.

Moda na zombie – odcinek nr 4265

Warstwa fabularna tytułu nie jest przesadnie rozbudowana, co nieco napisałem o niej już przy okazji zapowiedzi, toteż teraz w maksymalnym skrócie. W grze wcielamy się w postać Simona Bunkera – amerykańskiego żołnierza, który przybył do Europy, by pomóc sprzymierzeńcom na polach bitew I wojny światowej. Szybko okazuje się, że jego przeciwnikami nie są uzbrojeni po zęby przedstawiciele wrogiego państwa, a różnej maści piekielne paskudztwa, które wypełzły z wnętrza ziemi. Diabelskie dziwolągi chcą zrealizować swój chory plan, którego istotą jest zwerbowanie ludzi, którzy mieliby zasilić szeregi jednej ze stron pojedynkujących się w wielkiej bitwie w podziemnym świecie demonów. Rzecz jasna, nasz heros sprzeciwia się tym nie wróżącym nic dobrego aspiracjom bestii i postanawia na własną rękę zaprowadzić porządek, zarówno na powierzchni niebieskiej planety, jak i w jej wnętrzu. Szczegółów na temat dalszych przygód Bunkera nie będę zdradzał, ale powiem, że zwrotów akcji nie brakuje.

Fabuła generalnie nie porywa, ale na tle pozostałych elementów produkcji prezentuje się całkiem znośnie. Duża w tym zasługa niezłego klimatu oraz listów pozostawionych przez innych żołnierzy na polu bitwy. Czytane ciekawe relacje wojaków są miłą odmianą od jęków, jakie wydają co chwilę konające maszkary.

Screen z gry NecroVision

Kampania dla pojedynczego odbiorcy zapewnia niewiele ponad 10 godzin gry. Dla ambitnych graczy bez dostępu do internetu przygotowano dodatkowe wyzwania na etapach z głównego trybu, a dla fanów sieciowych rozrób – multiplayer. Zabawa dla wielu użytkowników miała być zrealizowana na najwyższym poziomie i wnieść sporo nowego do gatunku, ale trudno powiedzieć, by w finalnej wersji gry rozgrywki typu multi jakoś szczególnie błyszczały. Zmagania sieciowe zaimplementowane do tytułu – przede wszystkim deathmatch, drużynowy deathmatch i odpowiednik capture the flag – zostały już do bólu oklepane przez konkurencję, a mapom pod względem zróżnicowania i wykonania daleko do tych chociażby z Painkillera. Zresztą sam fakt, że serwery rzadko kiedy są zapełnione, świadczy o tym, iż sieciowe walki mało komu spodobały się.

Screen z gry NecroVision

NecroKiller

Podstawy zabawy w NecroVision są podobne do tych z kultowego Painkillera. Mamy więc do czynienia z dynamicznym shooterem, w którym przemierzamy szereg aren sowicie zapełnionych niezbyt inteligentnymi zakapiorami. Niestety gra studia The Farm 51 pod wieloma względami nie może równać się ze wspomnianym hitem z 2004 roku. Duża w tym zasługa konieczności dobijania większości zombiaków (tj. pozbawiania ich wykrzywionych facjat). Przymus dodatkowego rozczłonkowywania tego rodzaju oponentów szybko staje się irytujący i wprowadza niepotrzebny chaos na polu bitwy. Swoją drogą, wrogowie – zarówno ci podrzędni, jak i bossowie – prezentują się dość przeciętnie, w wielu innych produkcjach projekty kreatur są ciekawsze i bardziej zróżnicowane. Przerośnięte szczury z miotaczami ognia, zmutowane psy, ogromne pająki czy też latające zjawy ożywiające poległych wojaków nie robią dużego wrażenia; jedynie niektóre potwory w drugiej części kampanii są bardziej niekonwencjonalne – ale to za mało, by zaskoczyć odbiorcę. Podobnie ma się sprawa z lokacjami. Mapy nie są zbyt urozmaicone, wszystkie areny są zaprojektowane według tego samego wzorca – nie wspominając już o tym, że do celu prawie zawsze prowadzi jedna droga. Te i inne uproszczenia raczej nie powinny przeszkadzać mniej zaawansowanym graczom, ale doświadczonym „wymiataczom” schematyzm i spłycenie wielu elementów gry może dać się we znaki.

Strona: 1 2 3 4 Następna
Zgłoś błąd