News

Microsoft, Yahoo i Google - walka trwa

Przedstawiona przez Microsoft w piątek oferta wykupienia wszystkich akcji Yahoo wzbudza wiele emocji.

Choć od pewnego czasu można było spodziewać się takiej propozycji, Microsoft i tak wywołał wielkie poruszenie. Od zeszłego piątku (1 lutego) trwają roszady i przepychanki związane z wartą 44,6 mld dolarów ofertą przejęcia Yahoo. Do gry włączyła się także firma Google, obawiając się utraty pozycji lidera na rynku reklamy internetowej.

Przedstawione na początku lutego zamiary Microsoftu względem Yahoo wywołały spore poruszenie. Jednak analitycy i osoby bacznie obserwujące postępowanie giganta z Redmond wcześniej czy później spodziewali się takiego rozwoju sytuacji. Współpraca obu firm trwa już bowiem od 2006 roku, zaś w 2007 roku koncerny zacieśniły współpracę. Rozmowy urwały się jednak w lutym zeszłego roku, kiedy zarząd Yahoo stwierdził, że nie myśli jeszcze o propozycji przejęcia.

Trzeba zauważyć, że Microsoft wybrał dogodny moment na przedstawienie oferty. W Yahoo trwa bowiem od dłuższego czasu restrukturyzacja, która nie przyniosła spodziewanych efektów. Pod koniec roku w firmie z Santa Clara zagościło widmo zwolnień. Prezes Microsoftu, Steve Ballmer, ujął to tak:

– Rok minął, a firma nie zwiększyła swojej konkurencyjności.

Nie do końca jest to jednak prawda. Yahoo jest bowiem jedyną firmą, która wytrzymała konkurencję Google na rynku reklamy internetowej, a to właśnie on jest stawką rozgrywanej właśnie partii.

Rynek reklamy internetowej wart jest obecnie około 40 mld dolarów. Optymistyczne prognozy szacują jego rozwój w tym roku na około 60-70 proc., zaś w skali najbliższych dwóch, trzech lat jego wartość ma osiągnąć 80 miliardów. Stawka jest więc niebagatelna i ciężko uwierzyć, żeby Microsoft oddał szacowane 40 miliardów dolarów w ręce Google, które jest na razie niekwestionowanym liderem w tej dziedzinie. O ile bowiem Microsoft zdecydowanie zmonopolizował rynek oprogramowania, o tyle internet nie stał się jego najmocniejszą stroną. Kevin Johnson z Microsoft stwierdził, że fuzja obu koncernów pozwoliłaby na skuteczne przeciwstawienie się monopolowi Google w tej sferze działalności.

Zaproponowane 44, 6 miliardów dolarów na pewno spędzają sen z powiek zarządowi Yahoo oraz jego prezesowi, a jednocześnie założycielowi, Jerry'emu Jangowi. Bowiem cena zaproponowana przez Microsoft za każdą akcję wynosi 31 dolarów, co oznacza, że jest to cena wyższa o 62 proc. od tej osiągniętej w czwartek na giełdzie. Ma to zapewne dąć do myślenia wszystkim osobom w Yahoo odpowiedzialnym za podjęcie decyzji. Zaś według obliczeń ekonomistów z Redmond i tak pozwoli to ich firmie zaoszczędzić około 1 miliarda dolarów.

Prezes Microsoftu pomimo mądrych w takiej sytuacji słów o szacunku i współpracy zajmuje twarde stanowisko. „Chociaż partnerstwo obu firm może w pewnej sytuacji przynosić wymierne korzyści, to obecnie jedyną rozsądną alternatywą jest połączenie Microsoftu z Yahoo!" - napisał w liście skierowanym do tej firmy. Dodał tam także: „Mamy wielki szacunek dla Yahoo! i wspólnie możemy zaoferować jeszcze bardziej frapujący zestaw rozwiązań dla konsumentów, wydawców i ogłoszeniodawców, poprawiając jednocześnie naszą pozycję wobec konkurencji na rynku usług online". Jeśli dojdzie jednak do fuzji, konkurencja nie okaże się jednak wcale tak wielka. Na rynku pozostanie bowiem zaledwie dwóch graczy.

Połączenie firm pozwoli na uzyskanie kilku korzyści. Zwiększenie liczby użytkowników przyniesie większe zyski od reklamodawców, którym zależy na jak największej liczbie użytkowników oglądających ich propozycje. Wspólna współpraca inżynierów z Redmond i Santa Clara przyśpieszyłaby proces wprowadzania kolejnych innowacji przy jednoczesnej redukcji kosztów. Nie można też zapominać, że powstałaby zupełnie nowa jakość na rynku internetowym, co na pewno może przyciągnąć użytkowników. Detale planu fuzji nie są jeszcze znane. Wiadomo jednak, że Microsoft stworzył program wykorzystania wszystkich pracowników z obu firm. Zaproponowano też pakiety wynagrodzeń dla inżynierów Yahoo, osób zarządzających firmą oraz zwykłych pracowników.

Google nie ma jednak zamiaru przyglądać się temu wszystkiemu z boku. Firma opublikowała oficjalne oświadczenie skierowane do wszystkich inwestorów giełdowych, w którym wyraża swoje zaniepokojenie ofertą Microsoftu, a nawet posądza takie postępowanie o dążenie do monopolizacji i zniszczenia konkurencji. Google sugeruje też zbadanie tej sprawy przez władze Stanów Zjednoczonych oraz Unii Europejskiej, ponieważ zdaje sobie sprawę, że obydwie instytucje skutecznie walczą z próbami zmonopolizowania rynków. W 2004 Komisja Europejska obarczyła Microsoft grzywną, co nie było przecież pierwszą tego typu karą w historii firmy. Google wie też o funkcjonującym, mniej lub bardziej prawdziwym, stereotypie Microsoftu jako monopolisty, który stworzyło jego powodzenie na rynku oprogramowania. Zwolennicy Google rozważają zaskarżenie firmy z Redmond przed amerykańskim Departamentem Handlu.

Strona: 1 2 Następna
Zgłoś błąd