Kontrole laptopów na granicach USA
Od dłuższego czasu osoby latające do Stanów Zjednoczonych muszą liczyć się z tym, że ich laptop oraz komórka zostaną zarekwirowane. Organizacje broniące praw człowieka podnoszą lament, jednak rząd tłumaczy się wymogami bezpieczeństwa.
Smutna prawda jest też taka, że muzułmanie są zmuszani do oddawania swojego sprzętu jeszcze częściej niż inni obywatele. Ludzie z Departamentu Obrony twierdzą, że laptop wymaga takiego samego przeszukania jak np.: walizka i każą zostawiać sprzęt na lotnisku. Przeważnie wraca do właścicieli bo kilku miesiącach i nikt nie wie, co stało się z danymi –czy zostały skonfiskowane i do jakich celów ich użyto.
Kilka dni temu rozgorzała więc w amerykańskim senacie dyskusja na ten temat. Zabrali w niej głos prawnicy oraz przedstawicieli organizacji walczących o prawa człowieka.
Russ Feinigold, senator demokratów powiedział, że rząd nie ma żadnego prawa do uruchomiania naszych laptopów i czytania maili i przeglądania stron internetowych, które odwiedziliśmy.
Susan Gurley, ze stowarzyszenia podróżujących biznesmenów Assocation of Corporate Ravel Executives dodała, że laptop jest jednym z narzędzi pracy i jego utrata może pociągnąć za sobą wielkie straty.
Są jednak osoby, takie jak Natan A. Sales z wydziału prawa Georga Masona, według których na graniach laptopy powinny być zatrzymywane i sprawdzane. W jego opinii pomogło to w zapobieżeniu zamachom oraz pozwoliło na skuteczniejszą walkę z dziecięcą pornografią oraz łamaniem praw autorskich.
Na rozstrzygnięcie debaty w amerykańskim senacie przyjdzie więc jeszcze poczekać.


