Undercover: Operation Wintersun
II wojna światowa oczami sympatycznego fizyka
Mateusz Stanisławski 28 grudnia 2008, 10:58
Tabela faktów pokaż/ukryj
| Produkt: | Undercover: Operation Wintersun |
| Producent: | Sproing Interactive Media |
| Dystrybutor w Polsce: | Nicolas Games |
| Wersja językowa: | polska (napisy i dialogi) |
| Data premiery na świecie: | 29 września 2006 |
| Data premiery w Polsce: | 24 sierpnia 2007 |
| Zalecany wiek: | 12+ |
| Wymagania sprzętowe - minimalne: | procesor Athlon/Pentium 1 GHz, 256 MB pamięci RAM, karta graficzna obsługująca DirectX 9.0c z minimum 64 MB |
Austriackie studio Sproing Interactive Media zaistniało w świecie gier przede wszystkim dzięki FPS-owi Beyond Normandy: Assignment Berlin oraz ciekawym wyścigom Jacked. Undercover: Operation Wintersun to pierwsza gra typu point & click tego producenta. Czy brak doświadczenia przełożył się na jakość tego tytułu?
Bo najważniejszy jest pomysł
Akcja Undercover: Operation Wintersun rozgrywa się w czasach II wojny światowej, a dokładnie w 1943 roku. Taki teatr działań to rzadkość w przygodówkach, gdyż ostatnimi czasy owa tematyka towarzyszyła głównie twórcom strategii albo strzelanek. Dla mnie – miłośnika wszystkiego, co związane z tym konfliktem – jest to zaleta, tym bardziej, iż podstawą fabuły są spiski, niejawne instytucje oraz, a właściwie przede wszystkim, utajnione prace nad zabójczymi broniami. Lepszych fundamentów opowiastki nie można chyba sobie wyobrazić. Pozostaje kwestia wykonania...
W przeciwieństwie do większości gier przygodowych, w których kierujemy przystojnym młodzieńcem albo piękną damą, w Undercover: Operation Wintersun będzie nam dane poznać niemłodego już Johna Russela – naukowca mieszkającego w Anglii. Pewnego poranka nasz bohater zostaje w trybie natychmiastowym wezwany do siedziby rodzimego wywiadu. Okazuje się, że Niemcy budują bombę uranową, za pomocą której chcą pozbyć się wrogich narodów (w tym oczywiście Wielkiej Brytanii). Projekt broni jest już prawie ukończony, a wywiad właśnie otrzymał informacje na temat miejsca, w którym są przechowywane ważne dokumenty dotyczące bomby. Russel (który jest fizykiem) – mimo niemałych wątpliwości – postanawia wyjechać do Niemiec i zrobić wszystko, aby śmiercionośny ładunek nie ujrzał światła dziennego.
Choć scenariusz miejscami kuleje i zdarzają się w nim pewne nieścisłości (jak osoba bez żadnego wyszkolenia może brać udział w tak groźnej i megaważnej dla państwa misji?!), przygody dzielnego fizyka są nader interesujące – to w dużej mierze fabuła sprawia, iż gracz z zaciekawieniem przechodzi kolejne etapy.
Krótko, ale ciekawie
Nasz bohater w celu udaremnienia wrogich zamiarów zwiedza między innymi Stalingrad, miasteczko Haigerloch w Bawarii oraz Berlin. Niestety, przygoda jest krótka – moim zdaniem można było bardziej wyeksploatować niektóre wątki. Przygodówkowi wyjadacze przejdą całą grę w około 10 godzin (mi samemu zajęło to niewiele więcej). Martwi również mała liczba postaci, z którymi możemy nawiązać dialog. O ile w nocy puste ulice w Berlinie nie dziwią, to już prawie całkowicie opustoszała stacja kolejowa i miasteczko mogą denerwować, szczególnie, że te etapy gry dzieją się za dnia.
Tradycyjnie podczas przygody nie wszystko pójdzie po myśli, będziemy mieli do czynienia z kilkoma zaskakującymi zwrotami akcji. Oczywiście John nie będzie osamotniony – ważną rolę odegrają jego towarzysze: Peter oraz Anne. W grze nie zastosowano opcji przełączenia się pomiędzy bohaterami, ale – co jest rzadkością w przygodówkach – zdarzają się fragmenty, podczas których mogą zginąć. Kiedy jedna z postaci umiera, wczytywany jest poprzedni zapisany stan gry (których możemy wykonać nieograniczoną ilość).
Zostań archeologiem
Zagadki, które zaserwowali nam twórcy, nie należą do najtrudniejszych. Najczęściej zbieramy przedmioty, potem je łączymy albo używamy na innych. Zdarzają się miłe urozmaicenia, na przykład otwieranie sejfu albo łączenie skrawków notatki znane z kilku innych gier. Troszkę brakuje łamigłówek o większym stopniu trudności, typowych układanek logicznych. Szkoda również, że bohater rzadko pomaga nam w rozwiązaniach – tylko czasem w swych wypowiedziach podsuwa prawidłowy sposób rozumowania, okazjonalnie zasugeruje, iż na przykład jakiś otwór jest za mały, aby można było coś w nim umieścić. Generalnie na jakość zadań narzekać nie można, aczkolwiek brak w tym elemencie jakiegoś świeżego pomysłu, czegoś, czego nie widzieliśmy w innych przygodówkach.





