News

Kontrowersyjna nowa generacja

O tym jak mój zapał związany z nextgenami zmalał prawie do zera.

Nowa generacja staje się w moich oczach coraz większą abstrakcją. Kształt cyfrowej rozrywki, jaki próbują nam graczom wcisnąć właściciele platform konsolowych staje się być coraz bardziej bezsensowny. Czas trochę ponarzekać.

Nastał ten wyczekiwany przez tysiące polskich graczy moment – premiera PlayStation 4 na naszym rynku. Dzień wielkiej radości nie tylko osób, które przyniosą konsolę do domu i ją odpalą (o ile nie będzie uszkodzona), ale też dla wydawców gier i samego właściciela platformy – firmy Sony. Pieniążki popłyną wartkim strumieniem, tym bardziej, że przedgwiazdkowe szaleństwo zakupów temu sprzyja. Ludzie będą brali gry za ponad 250 zł nie zastanawiając się nawet, czy ma to jakikolwiek sens. Ja powiem otwarcie – nie ma sensu. Ceny gier na nową generację to kpina i nie ma tutaj żadnego usprawiedliwienia. Na naszej stronie pojawił się news dotyczący potwierdzenia przez Sony kwot, jakie przyjdzie zapłacić za cyfrowe wersje dostępnych w sklepie PS Store produkcji. Powiem szczerze, że jestem zszokowany tym, co tam zobaczyłem. Prawie 300 zł za grę w wersji, która przypisuje się do konta, nie ma fizycznego nośnika i nie można jej legalnie sprzedać to nieśmieszny żart. Co prawda moja ekscytacja nextgenami raczej stopniowo się zmniejszała, ale ta informacja przypieczętowała mój wybór – PS4 na premierę i długo po niej w moim domu nie zagości. Z Xbox One nie miałem tego typu rozterek, bo Microsoft chyba przeczuwając moje nastawienie całkowicie olał nasz rynek, a konsola pojawi się "kiedyśtam", w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Jeśli myślicie, że moja awersja do nextgenów pojawiła się po ogłoszeniu cennika to jesteście w błędzie. Pojawiła się dawno temu, wraz z pierwszymi wzmiankami o grach w 720p i 30 FPS. Co prawda tyczy się to tylko Xbox One, który jest wręcz tragicznie słaby jak na sprzęt mający wytrzymać kilka lat, ale PS4 też można trochę zarzucić. Przede wszystkim obie konsole nie mają na premierę prawdziwych system sellerów – gier, które "zmusiłyby" mnie do ich kupna. Patrząc na tytuły ekskluzywne jest mówiąc wprost słabo. Co prawda gry mają oceny raczej średnie niż słabe (a Forza wręcz bardzo dobre) to mówimy tutaj o czymś, co ma być charakterystyczne dla danej platformy, co ma być jej wizytówką. Czy to normalne, że najwyższe oceny na PS4 zbiera Resogun, a Killzone i Knack są często mocno krytykowane? Podobnie na XONE – Forza daje radę, ale już Dead Rising 3 i Ryse: Son of Rome nie są niczym, czego posiadacz innej platformy mógłby zazdrościć posiadaczowi Xbox One.

Specjalnie pomijam kwestię awaryjności czy problemów, bo sprzęt jednak ma to do siebie, że się psuje i nie da się stworzyć całkowicie bezawaryjnej serii produktów. Tym niemniej zadziwia mnie już mocno samo to, jak producenci gier korzystali z mocy konsol. Dead Rising 3 ledwo dobija do 30 FPS ze spadkami do 20 FPS (w 720p…). Z kolei Knack przez bardzo rozbudowaną symulację efektów cząsteczkowych czasem wyświetla na ekranie jedynie 14 FPS (!). Gdzie podziała się więc ta słynna konsolowa optymalizacja? Jestem świadomy, że procesor w obu konsolach jest słabiutki, ale w końcu producenci piszą pod jedną konfigurację.

Gwoździem programu są produkcje multiplatformowe, które z niewiadomych mi przyczyn znajdują się w każdym spocie reklamowym obu nowych konsol z adnotacją: "najlepsze gry są tylko u nas". Dopiszmy – zagrasz przepłacając dwukrotnie za to samo, co jest dostępne też na PC. Zresztą dwukrotnie to też duże niedopowiedzenie, bo dzisiaj za BF4 na PS4 zapłacisz 70 euro, a taka sama gra na PC kosztuje na Origin niewiele ponad 70 zł. Brak regionalizacji cen jest błędem i podejściem z biznesowego punktu widzenia bezsensownym, choć jak widać na najprostsze pomysły wpaść najtrudniej. Producenci narzekają na rynek używek, na piratów, ale nie mogą wpaść na to, by po prostu obniżyć cenę. Próżno szukać logiki w takim postępowaniu.

Konsoli nie skreślam, do kwietnia mam abonament PS Plus i potem zastanowię się co zrobić. Na tę jednak chwilę dosłownie nic w moich oczach za nextgenami nie przemawia. Z produktu mainstreamowego stały się zabawką dla bogaczy, a chyba nie tędy droga. Sony niech się dobrze zastanowi czy niegłupim pomysłem było by wzorem Lokalizacji 2.0 stworzyć podobny program odnoszący się do cen. Byle dwójka nie była w tym przypadku mnożnikiem. 

Zgłoś błąd