News

Jagged Alliance: Back in Action

Powrót legendy - czy udany?

Jakie są najbardziej pechowe marki w historii branży gier? Fallout? A może Duke Nukem? Owszem, oba tytuły szczęścia nie miały, jednak żaden nie umywa się do Jagged Alliance. Ostatnia prawdziwa odsłona tej kultowej serii zadebiutowała… 13 lat temu. W tym czasie anulowano 4 projekty kontynuacji i tyle samo zamknięto firm, które miały styczność z tą serią. Nie dziwi więc, że „klątwy Jagged Alliance 3” wystraszyli się Niemcy z bitComposer Games, którzy 2 lata temu przejęli prawa do marki. Postanowili więc najpierw zrobić mały rekonesans, którego efektem jest Jagged Alliance: Back in Action. Jeśli chcecie wiedzieć, jak im wyszło, to zapraszamy do lektury naszej recenzji.

Nie będę się tu rozpisywał na temat historii powstawania Jagged Alliance 3, bo nie starczyłoby miejsca na opisanie Jagged Alliance: Back in Actionpierwszej od 13 lat kontynuacji, która wprowadza prawdziwe nowości. Najbardziej zauważalną zmianą jest wykorzystanie nowoczesnego silnika działającego w oparciu o w pełni trójwymiarową grafikę. Zmienił się również system walki, podział miejsca akcji na sektory czy wygląd najemników – całkiem sporo, jak na remake, prawda? Jeśli nie chcecie zawieść się na tej grze, to dam Wam dobrą radę na początek: nie oczekujcie powtórki z Jagged Alliance 2. Zapewnienia twórców o odświeżeniu kultowej „dwójki” to zwyczajne brednie.

Owszem, akcja znów rozgrywa się w fikcyjnym państewku Arulco, którym rządzi zła dyktatorka Deidranna. Naszym zadaniem znów jest obalenie rządów despoty, a ułatwiają nam to takie postacie, jak Miguel, Dimitri czy Ira. Wciąż mamy do dyspozycji tych samych najemników, którzy strzelają z takich samych pukawek. Jednak to tylko szczegóły, które wprowadzono chyba tylko po to, żeby fani mieli mniej powodów do narzekania. Gra sama w sobie jest zupełnie inna i to w niemalże każdym aspekcie rozgrywki. Osobiście nie pojmuję, po co twórcy próbowali zrobić z tego remake, no ale przejdźmy do rzeczy…

W Jagged Alliance: Back in Action nie ma już tur. Zastąpiła je tak zwana aktywna pauza, która pozwala na kolejkowanie rozkazów. Działa to w bardzo podobny sposób, jak we wszystkich poprzednich odsłonach tej serii, z tą różnicą, że walka odbywa się w czasie rzeczywistym, a gracz może ją przerwać w dowolnym momencie. Wówczas ekran przechodzi w tryb planowania taktycznego, który umożliwia wyznacza celów poszczególnym najemnikom (np. pobiec za kamień, kucnąć i strzelić 3 razy przeciwnikowi w głowę). Podkomendni przystępują do wykonywania rozkazów od razu po wyłączeniu pauzy. A my możemy obserwować efekty naszego planu.

Ale czy ten tryb jest lepszy od klasycznych tur? Moim zdaniem tak, ponieważ wprowadza powiew świeżości i powoduje, że walki są bardziej dynamicznie oraz realistyczne. To ostatnie psuje jednak brak tzw. „mgły wojny”, co oznacza, że gracz automatycznie poznaje pozycje wszystkich wrogów bez konieczności przeprowadzania rekonesansu. Co gorsza – działa to tylko w jedną stronę, tj. my wiemy, gdzie jest wróg, ale on nie wie, gdzie ukrywa się gracz. To powoduje, że walki nie są żadnym wyzwaniem, a pokonanie nawet kilkudziesięciu uzbrojonych po zęby żołnierzy Deidranny szybko staje się dziecinnie proste.

Strona: 1 2 3 Następna

Komentarze (0)

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza. Co Ty myślisz na temat poruszony w powyższym tekście?

Jeśli zalogujesz się Twoje komentarze zostaną powiązane z Twoim kontem na forum. Nie będziesz musiał(a) podawać także kodu zabezpieczającego. Jeżeli nie masz jeszcze konta, możesz zarejestrować się.
Zgłoś błąd