Dead Island
Polskie zombie podbijają świat, ale czy słusznie?
Krystian Machnik 10 października 2011, 17:09
Tabela faktów pokaż/ukryj
| Produkt: | Dead Island |
| Producent: | Techland |
| Wydawca: | Deep Silver |
| Dystrybutor w Polsce: | Techland |
| Wersja językowa: | Polska kinowa |
| Data premiery na świecie: | 6 września 2011 |
| Data premiery w Polsce: | 9 września 2011 |
| Zalecany wiek: | 18+ |
| Wymagania sprzętowe - minimalne: | Dwurdzeniowy procesor (2,66 GHz), 1 GB pamięci RAM, karta graficzna ATI 2600XT lub GeForce 8600GT (256 MB), 2 GB wolnego miejsca na dysku twardym. |
| Wymagania sprzętowe - zalecane: | dwurdzeniowy procesor (2,66 GHz), 4 GB pamięci RAM, karta graficzna GeForce 9600 (1 GB), 2 GB wolnego miejsca na dysku twardym |
| Wymagania systemowe: | Windows XP, Vista oraz 7 |
Ciekawa sytuacja rysuje się w polskiej branży elektronicznej rozrywki. W świadomości społeczeństwa to wciąż filmy są Polską szansą na wybicie się na międzynarodowej arenie, a gry traktowane są jako zabawka dla dzieci. Fakty jednak są inne. Na produkcję gier wydajemy znacznie więcej pieniędzy, niż filmy, a rodzima branża ma już na swoim koncie spore sukcesy. Doskonałym tego przykładem jest Dead Island.
Dead Island to najdroższa polska gra w historii. Jej wyprodukowanie kosztowało Techland 40 milionów złotych. Dla porównania, najdroższy rodzimy film kosztował aż 76 mln, ale poza nim żaden inny nie przekroczył „czterdziestki”. Tak naprawdę większość produkcji z listy najdroższych polskich filmów ledwie sięgnęła połowy kwoty, którą wydano na produkcję „Martwej Wyspy”. Po co o tym piszę? Żeby przypomnieć, a może nawet uświadomić, że dzisiejsza branża gier jest siłą, którą trzeba traktować poważnie. Dotąd traktowano ją po macoszemu, więc bardzo szybko prześcignęła uśpioną filmową konkurencję.
A w przeciwieństwie do branży filmowej, na polu gier mamy międzynarodowe sukcesy. Wystarczy wspomnieć o takich hitach, jak Painkiller, Two Worlds II czy Wiedźmin 2. Te gry sprzedały się jak świeże bułeczki, zdobyły liczne nagrody i uznanie zagranicznych recenzentów, a to tylko niektóre z tytułów. Do tego grona z pewnością dołączy Dead Island, które po zaledwie 2 tygodniach obecności na rynku sprzedało się w nakładzie 1 mln egzemplarzy. Po wydatkach, jakie Techland poniósł w związku z jej produkcją, dobra sprzedaż jest ukoronowaniem sukcesu. Ale czy gra, która powstawała przez 6 lat, spełnia oczekiwania dzisiejszych graczy?
Doskonale pamiętam rok 2007 i pierwszy zwiastun gry, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Był to jednak tylko pojedynczy fajerwerk, po którym zapadła długa cisza. Na kolejny przyszło nam czekać do roku bieżącego, kiedy zaprezentowano wzruszający trailer, na którym widzieliśmy rodzinkę atakowaną przez bandę zombie. Odniósł on ogromny sukces, dzięki czemu Dead Island szybko przeszło metamorfozę z cichej produkcji w jedną z najbardziej wyczekiwanych gier roku. Jednak istniała też druga strona medalu. Otóż, ów filmik nie przedstawiał fragmentów rozgrywki, a jedynie scenę utworzoną na potrzeby reklamy. Osoby, które oczekiwały tego samego w grze, mogły srogo się zawieść.
Co prawda ja nie oczekiwałem powtórki ze zwiastuna… ale mimo tego i tak się zawiodłem – początek gry jest po prostu beznadziejny. Po jej uruchomieniu wita nas krótkie intro, w którym akcję przedstawiono z perspektywy jakiegoś pijanego gościa. Ów gość jest tak zalany, że chwieje się na prawo i lewo, chodząc sobie po imprezie w lokalnym hotelu na Banoi, gdzie akurat swój koncert gra raper Sam B. W drodze na scenę spotyka Logana – byłą gwiazdę amerykańskiego futbolu. Następnie od byłej policjantki, niejakiej Purny, dostaje kopniaka w… sami wiecie co. Udaje się do łazienki, a tam widzi pracownicę hotelu – Xian Mei. Idzie więc do swojego pokoju i kładzie się do łóżka.



