News

Code Of Honor: Francuska Legia Cudzoziemska

Francuska Legia (nie)Cudzoziemska

Odkąd City Interactive zdobyło prawa do wykorzystania silnika Chrome Engine rodzimego Techlandu, firma zaczęła tworzyć strzelanki w ilościach wręcz hurtowych. Pierwszą grą, która powstała na CE, była kontynuacja niezbyt udanego Terrorist Takedown, zatytułowana Wojna w Kolumbii. Gra, choć bez wielkich ambicji, miała swój klimat i potrafiła przyciągnąć na kilka godzin. Niedługo potem pojawiła się kolejna, a jeszcze jakiś czas później… pojawił się Code Of Honor. I to była masakra…

Co prawda Wojna w Kolumbii i Tajne Operacje zbyt pochlebnych opinii nie zdobyły, jednak ich oceny i tak były wyższe od tych przyznawanych wcześniejszym produkcjom firmy. Wyniki sprzedaży też były niezłe, zresztą to właśnie dzięki takim produkcjom City Interactive doszło do późniejszego sukcesu, zarówno finansowego, jak i jakościowego. Jednak w 2007 roku chłopaki z City tak się rozpędzili, że przy tworzeniu Code Of Honor całkowicie zapomnieli o jednym, bardzo ważnym, elemencie gry – grywalności.

Francuska Legia Cudzoziemska, bo tak brzmi podtytuł gry, to elitarna jednostka wojskowa mająca za zadanie obronę francuskich terytoriów. W jej skład wchodzą wyłącznie cudzoziemcy. My oczywiście wcielamy się w rolę jednego z nich – Claude’a Bouleta, 26-letniego… paryżanina. Czyli francuza! Moim skromnym zdaniem twórcom zdarzyła się tu wpadka w postaci nieścisłości, ponieważ ta armia nie bez powodu zwie się „Legią Cudzoziemskę”. No ale cóż, może niepotrzebnie się czepiam. Żeby nie przedłużać, zostajemy wysłani na Wybrzeże Kości Słoniowej, gdzie miejscowi rebelianci na tyłku usiedzieć nie mogli i zachciało im się powstania. A żeby nudno nie było, partyzanci przypadkowo zdobyli spory arsenał z bronią nuklearną na czele. A jakżeby inaczej…

Code Of Honor: Francuska Legia Cudzoziemska

Fabuła jest prosta jak budowa cepa i mógłbym ją pominąć także z innej przyczyny – w samej grze jej nie uświadczymy. No może poza informacjami wyświetlanymi na ekranie wczytywania, ale wszystkie one brzmią mniej więcej tak: „Dobrze się spisałeś, awansujemy cię... A teraz powtórz to jeszcze raz”. Teren działań jest niestety bardzo ubogi. Gra oferuje 8 misji, z czego niektóre z nich odbywają się na tych samych mapach, co wcześniejsze, z tą różnicą, że np. zamiast atakować fortece, bronimy jej. Twórcy nie wykorzystali potencjału w postaci wielkich otwartych przestrzeni, jakie oferuje Chrome Engine. Mapy są niewielkie i nieciekawe. Odejść gdzieś dalej po prostu się nie da, a nawet jeśli się da to i tak nie ma po co, bo nie znajdziemy tam nic poza piaskiem.

Code Of Honor: Francuska Legia Cudzoziemska

Na terenie naszych działań można natknąć się na samoloty, helikoptery, czołgi czy zwykłe jeepy. Zwykle musimy je niszczyć, ale jedna z ciekawszych misji oferuje nawet przejażdżkę Humvee uzbrojonym w działko stacjonarne. A skoro mowa zadaniach… cóż, najprościej opisać je słowami „obroń tamto, zaatakuj to, zniszcz tamto”. W zasadzie jedna misja nie różni się od drugiej, dosłownie wszystkie sprowadzają się do likwidacji wszystkich ruchomych celów.

Strona: 1 2 Następna
Zgłoś błąd