News

Football Manager 2008

W drodze na sam szczyt

Tabela faktów pokaż/ukryj

Produkt: Football Manager 2008
Producent: CD Projekt Sp. z o. o.
Wersja językowa: polska
Data premiery w Polsce: CD Projekt
Wymagania sprzętowe - minimalne: procesor 1,2 GHz, 256 MB RAM, karta dźwiękowa zgodna z DirectX 8.1, 750 MB miejsca na HDD

Jak co roku na sklepowe półki trafiła nowa odsłona gry Football Manager (recenzje poprzednich wersji możecie także przeczytać na łamach PC Centre). Tym razem przedstawimy ją Wam w nieco innej formie, niż zwykle. Wcielając się w postać wirtualnego menedżera Górnika Zabrze z jego perspektywy przedstawimy Wam najważniejsze cechy gry.

Karierę szkoleniowca w Górniku zacząłem 30 czerwca 2007 roku. Klub dopiero co zyskał nowego strategicznego sponsora, sprowadził kilku nowych zawodników, a ja miałem przywrócić ekipie z Zabrza dawny blask. Cel, jaki postawił przede mną prezes Ryszard Szuster, był bardzo jasny. W zbliżającym się sezonie mięliśmy zająć bezpieczną pozycję w górnej części tabeli, a także walczyć o Puchar Polski.

Bardzo dobrze pamiętam pierwszy dzień pracy w klubie. Najpierw zapoznałem się ze strukturą, a także finansami klubu.

Finanse

W kwestii ekonomicznej mój Górnik na tamtą chwilę raczkował. Zastrzyk gotówki od sponsora pozwoli na pewne wzmocnienia kadrowe, ale póki co nie mogłem pokusić się o jakieś głośne transfery. Struktura klubu była przejrzysta. Poza pierwszą drużyną Zabrzanie posiadali też drużynę juniorów, która reprezentowała barwy klubu w młodzieżowych rozgrywkach Młodej Ekstraklasy. Później zapoznałem się z moimi najbliższymi współpracownikami ze sztabu szkoleniowego. Od nich zależy bardzo wiele. Mimo, że to ja ustalam reżim treningowy, jakiemu zostaną poddani zawodnicy, to jednak do moich trenerów należy bezpośrednie czuwanie nad przebiegiem samych zajęć. Musiałem nieco wzmocnić ławkę trenerską, ogłosiłem więc powszechny nabór, a na odpowiedzi samych zainteresowanych nie trzeba było długo czekać. I tak do klubu dołączyło kilku fachowców: trener bramkarzy, trener siłowy oraz fizjoterapeuta, którzy dbali o to, by moi zawodnicy byli w formie. Na stanowisku asystenta pozostawiłem Marka Kostrzewę. Wydawał się być naprawdę kompetentnym człowiekiem na właściwym miejscu. Powierzyłem mu opiekę nad zespołem juniorów – mógł tym samym nabierać doświadczenia, tak niezbędnego w zawodzie menedżera piłkarskiego. Dodatkowym jego zadaniem była organizacja sparingów, jakie Górnicy mięli odbyć podczas okresu przygotowawczego.

Kolejne dni spędziłem na zapoznawaniu się z zawodnikami, ich umiejętnościami fizycznymi, technicznymi, a także cechami charakteru.

Zawodnicy
Profil zawodnika

Zespół tworzyła mieszanka ambitnej młodzieży z doświadczonymi weteranami piłki, do których z pewnością można zaliczyć Tomasza Hajto, czy Jurka Brzęczka. Poprosiłem mojego asystenta o sporządzenie raportów o całej drużynie, a także o poszczególnych zawodnikach. Moim scoutom poleciłem, aby zaczęli przeczesywać polskie podwórko w poszukiwaniu potencjalnych wzmocnień. Dzięki sprawozdaniom asystenta szybko wychwyciłem kadrowe mankamenty, a donosy moich szperaczy pomogły ustalić moją listę życzeń. W ciągu tamtego okienka transferowego w klubie nastąpiło parę zmian. Kilku graczy nas opuściło, w tym doświadczony Tomasz Moskal, którego odejście spowodowało ogólne wzburzenie wśród młodszych piłkarzy. Szybko jednak wytłumaczyłem im, że mam zamiar sprowadzić kogoś na jego miejsce. Tak też się stało. Dołączyło do nas kilka ciekawych postaci, w tym – miałem wtedy taką nadzieję – przyszła gwiazda białoruskiej piłki: Mikaił Sivakhov.

Kiedy miałem już skompletowaną kadrę, nie pozostało nic innego, jak przedstawić zawodnikom moją koncepcję gry. Taktyka jest chyba najważniejszym elementem gry. Od ustawienia graczy na boisku, a także ich indywidualnych poleceń zależy bardzo wiele. Początkowo graliśmy standardowym ustawieniem 4-4-2. Rozgrywka miała opierać się o grę skrzydłami i kontrataki – ważne były polecenia bocznych obrońców i pomocników. Ich zadaniem były przede wszystkim rajdy skrzydłami i wrzutki na wysokiego napastnika, który w razie możliwości miał strzelać, bądź strącać głową piłkę do drugiego snajpera – egzekutora. W środku pomocy grali przeważnie zawodnicy usposobieni defensywnie, potrafiący jednak kreować grę – jak Jurek Brzęczek. To oni mięli rozbijać akcje rywali już w środku boiska, a po przejęciu piłki rozdzielać ją między skrzydłowych. W środku defensywy postawiłem na wysokich i silnych obrońców. Tomek Hajto wraz z Łotyszem Marisem Smirnovsem mięli stworzyć mur nie do przejścia. Atrybuty fizyczne zawodnika w tej formacji są niezwykle istotne – słaby obrońca będzie wypychany z pozycji przez silniejszego napastnika. Na bramce stanął nowy nabytek – Radosław Janukiewicz.

Później odbyło się kilka sparingów, które były okazją do taktycznych i personalnych eksperymentów. W sierpniu nadszedł jednak czas poważnych spotkań – rozpoczęła się liga. Trzeba przyznać, że terminarz nie był dla nas specjalnie korzystny. Już w pierwszej kolejce zmierzyliśmy się z krakowską Wisłą na stadionie Białej Gwiazdy. Bezbramkowy remis uznaliśmy za niezły wynik, biorąc pod uwagę czerwoną kartkę Tomasza Hajty na początku drugiej połowy. Późniejsze spotkania to konfrontacje z Polonią Bytom, GKS-em Bełchatów i ŁKS-em Łódź. Największe emocje przeżywaliśmy jednak podczas klasyku, jaki przyniosła 8 kolejka sezonu. Starcie u siebie z warszawską Legią! Stadion wypełniony po brzegi, bilety rozeszły się jak świeże bułeczki. Przedmeczowe spekulacje dziennikarzy nie dawały nam zbyt wysokich szans na zwycięstwo. Na pytanie któregoś z pismaków, jaki nastrój panuje w szatni przed spotkaniem, odpowiedziałem krótko: „Jeśli moi chłopcy dadzą z siebie wszystko, zwyciężymy!” Tak też się stało. Zwycięstwo 3:1 umocniło naszą pozycję w górnej części tabeli.

Później bywało różnie, zwycięstwa, remisy i porażki. Ostatecznie zdobyliśmy tytuł wicemistrza kraju. Kibice oszaleli ze szczęścia, a zarząd w euforii przedstawił mi nowy, tym razem długoletni kontrakt do podpisania. Nie zawahałem się ani minuty. Parafka na kilku kopiach załatwiła sprawę. Związałem swoją przyszłość z Górnikiem. Na początku każdego nowego sezonu zarząd przedstawiał mi propozycje kształtu budżetu transferowego, zarządca stadionu pytał o rozmiary boiska, a asystent przypominał o desygnowaniu zawodników na stanowiska kapitana i wice kapitana drużyny. Sprawa z budżetem była raczej prosta. Więcej pieniędzy na pensje wiązało się z obniżeniem możliwych wydatków na zakup piłkarzy i na odwrót. Co innego wymiary boiska, czy kapitanowie. Większe boisko, to więcej przestrzeni dla graczy, co wiąże się większym wysiłkiem graczy i szeroką grą skrzydłami. Boisko krótsze i węższe wymagało nie lada umiejętności panowania nad piłką i jak najdłuższe utrzymywanie się przy niej. A więc wszystko było uzależnione od sytuacji kadrowej. Podobnie wyglądała sprawa z kapitanami. Należało wybrać takich, którzy stanowili autorytet dla pozostałych, a więc byli zawodnikami raczej doświadczonymi. Takimi, którzy potrafiliby mobilizować kolegów już na boisku, gdzie menadżer nie ma wiele do powiedzenia. Wszystkie te detale musiały współgrać, a ja starałem się o to dbać.

W tej chwili jest rok 2010, a Górnik to znów wielka firma nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Największym sukcesem był ubiegłoroczny półfinał Ligi Mistrzów z Manchesterem United, który mimo porażki na zawsze zostanie w pamięci kibiców. Co będzie dalej? Czas pokaże. Renoma klubu pozwala na sprowadzanie coraz lepszych specjalistów do sztabu szkoleniowego, a także coraz lepszych kopaczy. Za miesiąc letnie okienko transferowe się zamknie, a Górnik znów stanie w szranki z najlepszymi zespołami w kraju i na kontynencie.

Strona: 1 2 Następna
Zgłoś błąd