Dziecko w Internecie
Michał Napierała 6 lutego 2006, 02:48
Nie od dziś wiadomo, że w wirtualnym świecie, tak jak w rzeczywistym, na dzieci czyha wiele zagrożeń. Niektóre błahe, inne całkiem poważne, lecz żadnych nie można lekceważyć, gdyż nawet te niepozorne z czasem mogą stać się dużym problemem.
Już na samym początku pragnę zaznaczyć, iż nasze starania nie przyniosą żadnego skutku, jeżeli nie będziemy mieli pełnego zaufania naszego dziecka. Nie da się załatwić sprawy w 10 minut i mieć spokój i pewność, że dziecko jest bezpieczne. Trzeba je kontrolować i być czujnym na wszelkie niepokojące oznaki. Nie można lekceważyć problemów związanych z Internetem, z jakimi dzieci przychodzą do nas, gdyż będą je tłumiły w sobie i kiedyś mogą nie poradzić sobie z nimi, co może być bardzo złe w skutkach. Jeszcze gorzej by było, jeżeli skarcilibyśmy dziecko za to, że coś źle robi i dlatego ma potem problemy. Musimy pamiętać, że te problemy wynikły z naszej winy, naszego niedopatrzenia, a dziecko należy pochwalić, że nie próbuje samemu rozwiązać problemu, który czasem może być ponad jego siły, i jednocześnie przestrzec przed działaniami, które mogą wywołać kolejny, być może jeszcze poważniejszy problem.
Najważniejszą metodą walki jest profilaktyka. Jednak nie na zasadzie „zblokuję ci wszystko, możesz robić tylko to i to…”. Zakazany owoc najlepiej smakuje i każdy dzieciak będzie kombinował, aż nie odzyska tego, co mu rodzice „zabrali”. Należy przeprowadzić szczerą rozmowę z dzieckiem tłumacząc mu, że troszczymy się o jego bezpieczeństwo i wspólnie ustalając co może robić w Internecie oraz jakich witryn nie może odwiedzać. Wszystko opiera się na obustronnym zaufaniu, a programy filtrujące zawartość przeglądanych stron mogą być tylko dodatkiem.
Pierwsza zasada, którą trzeba wpoić dziecku mówi, aby nigdzie i nikomu nie podawało swoich danych osobowych, numerów telefonów, ani informacji o szkole, do której chodzi. Należy również zwrócić uwagę dziecku na zdjęcia, które zamieszcza w Internecie. Prowokujące fotografie mogą zainteresować pedofilów, co w połączeniu z podaniem swoich danych może przynieść straszny skutek. Niekiedy nawet obserwując tło zdjęć można poznać w jakich terenach przebywa dziecko. Aż 60% autorów blogów (dzienników sieciowych) podaje w nich swoje dane kontaktowe, a 20% pełne imię i nazwisko. Te dane mogą być wykorzystane długo po ich publikacji, nawet do takich celów jakimi są gwałty i pobicia. To się zdarza, gdyż dzieci i młodzież w Internecie nie odczuwają takiego strachu i respektu i piszą to, co myślą. Dlatego jeżeli nasze dziecko prowadzi swój blog, należy od czasu do czasu przejrzeć jego treść i sprawdzić, czy przypadkiem nie narusza czyjeś godności osobistej, czy nie toczy z kimś rywalizacji na polu wirtualnym, której finał przenosi się do świata rzeczywistego. Znane mi są przypadki, kiedy grupa nastolatków, zaciętych graczy w Tibię, przyszła do osoby, która w wirtualnym świecie gry zabrała im część ekwipunku, i koczowała pod jego domem czekając aż wyjdzie. Nie trzeba chyba nikomu mówić, co może stać się potem.


