Company of Heroes: Chwała Bohaterom
W oczekiwaniu na sequel
Maciej Lipski 22 maja 2009, 09:55
Tabela faktów pokaż/ukryj
| Produkt: | Company of Heroes: Chwała Bohaterom |
| Producent: | Relic Entertainment |
| Wydawca: | THQ |
| Dystrybutor w Polsce: | CD Projekt |
| Wersja językowa: | polska, kinowa (napisy) |
| Data premiery na świecie: | 7 kwietnia 2009 |
| Data premiery w Polsce: | 10 kwietnia 2009 |
| Zalecany wiek: | 18+ |
| Wymagania sprzętowe - minimalne: | procesor 3 GHz, 1 GB RAM, karta graficzna zgodna z DirectX 9.0c (GeForce 6600 lub odpowiednik), 6,5 GB wolnego miejsca na HDD |
Zbierająca bardzo wysokie oceny strategia czasu rzeczywistego zatytułowana Company of Heroes, doczekała się drugiego oficjalnego rozszerzenia. Po bardzo udanym dodatku Opposing Fronts przyszedł czas na rozegranie kolejnych misji w Tales of Valor. Czy i tym razem studio Relic Entertainment zafundowało nam niezapomnianą podróż w czasy drugiej wojny światowej?
Trzy krótkie kampanie…
Głównym trybem gry w najnowszym dodatku jest kampania, a właściwie to trzy mini-kampanie, z których każda składa się z trzech misji. Company of Heroes: Tales of Valor po raz kolejny pozwala nam przejąć kontrolę nad wojskami obozów walczących po obu stronach barykady w czasie drugiej wojny światowej. Podczas gry możemy pokierować zarówno oddziałami alianckimi, jak i stanąć po stronie państw Osi. Twórcy zadbali o to, żeby gra po każdej ze stron wyglądała inaczej. Wynika to nie tylko z dość oczywistego faktu posiadania przez obie strony unikalnych jednostek, ale także chociażby z odrębnych zdolności specjalnych, które można odblokowywać w zamian za zgromadzone punkty doświadczenia.
…to za mało, nawet jak na dodatek.
Same założenia każdej z trzech kampanii nie różnią się od siebie w zbyt dużym stopniu. Ogólnie całość rozgrywki sprowadza się do prostego schematu: zajmowanie pozycji – obrona pozycji. Trzeba jednakże zaznaczyć, że przez większą część gry będziemy się zaciekle bronić, ponieważ tylko w kilku z dziewięciu dostępnych ogółem misji wydane zostaną nam rozkazy ataku na pozycje wrogich jednostek. Usprawiedliwia stan ten jedynie fakt, że częstsze ataki byłyby niemal niemożliwe z uwagi na to, że przewaga liczebna po naszej stronie występuje bardzo rzadko, żeby nie powiedzieć – nigdy. Uważam, że zaserwowana nam w Tales of Valor liczba misji jest zbyt mała, nawet jak na dodatek. Sytuacji nie poprawia również fakt, że są one strasznie krótkie i odbywają się w zasadzie cały czas w tych samych miejscach. Przyznaję, że gdybym po wykonaniu każdej z misji klikał tylko w przycisk „kontynuuj”, to nie uwierzyłbym, że miałem do czynienia z odrębnymi misjami, ale raczej traktowałbym je jako całość, po której druga „duża” misja miałaby się dopiero rozpocząć. Długość rozgrywki jest zdecydowanie największym minusem recenzowanego dodatku.
Relic Entertainment znów nie zawodzi
Można uznać, że swego rodzaju nagrodą za zakrawający na kpinę czas potrzebny na ukończenie gry, jest wykonanie samej gry. Tales of Valor jest bowiem jedną z najlepiej wykonanych strategii czasu rzeczywistego, w jaką dane mi było grać w ostatnich latach. Jak wiadomo, studio Relic Entertainment przyzwyczaiło graczy do rozgrywki na najwyższym poziomie, a dodatku do jednej ze swoich najlepszych produkcji po prostu zepsuć nie mogli. Przede wszystkim w większości misji zaoszczędzono nam żmudnego pozyskiwania surowców, co zdynamizowało tempo prowadzenia działań wojennych i pozwoliło skupić się jedynie na bitewnej taktyce. Poza tym w grze mamy system punktów doświadczenia. Te zdobywane są zarówno przez nas, jak i nasze oddziały. My możemy „kupować” za nie nowe zdolności specjalne, jak choćby wzywanie nalotów bombowych, natomiast nasze jednostki stają się bardziej zaprawione w boju oraz dobywają nowe umiejętności, przez co rośnie ich znaczenie na froncie. Oprócz tego możemy zajmować budynki, obsadzając je naszymi jednostkami, budować okopy, rozstawiać miny i druty kolczaste. Jednym słowem: możemy grać tak jak się nam podoba.





