News

Call of Juarez: Więzy Krwi

Lepszy dziki zachód

Tabela faktów pokaż/ukryj

Produkt: Call of Juarez: Więzy Krwi
Producent: Techland
Dystrybutor w Polsce: Techland
Wersja językowa: polska (kinowa)
Data premiery na świecie: 30 czerwca 2009
Data premiery w Polsce: 3 lipca 2009
Zalecany wiek: 16+
Wymagania sprzętowe - minimalne: procesor 3,2 GHz, 1 GB RAM, karta graficzna zgodna z DirectX 9.0c (GeForce 6800 lub odpowiednik), 4 GB wolnego miejsca na HDD

Twórcy gier niemal za każdym razem po ogłoszeniu prac nad jakimś tytułem starają się przekonać graczy, że to właśnie ich dzieło będzie czymś na kształt branżowego objawienia; że zawojuje serca odbiorców swą oryginalnością, klimatem i niesamowitą wprost grywalnością. Atmosferę podkręcają zrealizowane nierzadko po mistrzowsku trailery, po obejrzeniu których człowiek mówi sobie "Wow, to naprawdę będzie COŚ!". Po premierze często okazuje się, że gra nie spełnia pokładanych w niej nadziei, jest niedopracowana, a obietnice twórców były tylko marketingowym bełkotem. Nie inaczej jest w przypadku najnowszej odsłony Call of Juarez... Żartowałem. Więzy Krwi to jeden z najlepszych kawałków kodu, w jakie dane mi było zagrać. I tym razem piszę zupełnie serio.

Zapomnij o „całkiem dobre... jak na Polskę”

Powyższy wstęp warto byłoby uzupełnić jeszcze dygresją o specyficznych oczekiwaniach dotyczących produkcji rodzimych - Call of Juarez: Więzy Krwi jest bowiem grą stworzoną przez polskie studio Techland (które jest także odpowiedzialne za pierwszą odsłonę serii). Dzieła polskich producentów niestety z reguły nie wybijają się ponad przeciętność, jeszcze rzadziej zaś odnoszą sukcesy poza granicami naszego kraju. Fakt ten w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku przyczynił się do powstania swoistego kompleksu „gry polskiej”, który skutkował usprawiedliwianiem miałkości krajowych produkcji tylko dlatego, że były „całkiem niezłe... jak na Polskę”. Sytuacja zaczęła się zmieniać stosunkowo niedawno, miedzy innymi dzięki pierwszej części Call of Juarez czy Wiedźminowi, które okazały się grami naprawdę dobrymi i zostały kapitalnie przyjęte na zachodzie. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że dzięki Więzom Krwi będziemy mogli ostatecznie postawić krzyżyk na tym niechlubnym etapie historii polskiego developingu. Jest to bowiem produkcja na najwyższym światowym poziomie, bijąca na głowę sporą część tego, co mieliśmy okazję podziwiać w gatunku "strzelanek". Koniec dygresji, obiecuję.

Screen z gry Call of Juarez: Więzy Krwi

Poznaj braci McCall

Więzy Krwi stanowią prequel wydanego niespełna trzy lata temu Call of Juarez - akcja gry toczy się kilkanaście lat przed wydarzeniami z jedynki i wyjaśnia, w jaki sposób doszło do większości z nich. Jeśli więc nie mieliście okazji poznać fabuły poprzednika – nic straconego, jeśli zaś znacie ją od podszewki – tym bardziej będziecie się świetnie bawić, bo gry doskonale się uzupełniają. O możliwości spotkania kilku „starych znajomych” i zwiedzenia bliskich sercu miejsc nie wspominając.

Opowieść rozpoczyna się pod koniec wojny secesyjnej w 1864 roku, kiedy to dramatyczne wydarzenia zmuszają dwóch braci – Thomasa i Raya McCall – do dezercji z szeregów wojsk Konfederacji. Decyzja ta podyktowana jest nie tchórzostwem, lecz sprzeciwem wobec obojętności Konfederatów na los rodaków i pragnieniem ocalenia klanu McCall przed masakrą grożącą mu ze strony wojsk Unii. Niestety, bracia przybywają na rodzinną farmę zbyt późno i udaje im się uratować jedynie Williama – najmłodszego z rodzeństwa. Razem zmuszeni są uciekać przed stryczkiem aż do Meksyku, gdzie rozpaczliwie starają się zdobyć środki na odbudowę farmy, wpadają na ślad przeklętego azteckiego złota i wplątują się w namiętność, która podda ich braterską więź ciężkim próbom. Oskar może i scenarzystom nie grozi, ale trzeba przyznać, że sprawili się całkiem nieźle jeśli chodzi o całokształt historii i mnogość zwrotów akcji, nawet pomimo drobnych zgrzytów i uproszczeń.

Nagrodę z kolei chętnie przyznałbym za występujące w grze dialogi. Nie dość, że są niesamowicie klimatyczne i w żaden sposób nie ugrzecznione, wręcz ociekające sarkazmem i czarnym humorem, to jeszcze aktorzy wcielający się w poszczególne postaci odwalili kawał wyśmienitej roboty (brawa szczególnie za zapadające w pamięć odzywki Raya). McCallowie  na bieżąco komentują także swoje poczynania i wręcz prześcigają się w złośliwościach - zupełnie jak w dobrym filmie. Mnóstwo tu też mniej lub bardziej zakamuflowanych smaczków i aluzji, choćby do ikon popkultury (ze Strażnikiem Teksasu na czele). Przy okazji warto napomknąć o spolszczeniu – to bowiem, w przeciwieństwie do tłumaczenia w poprzedniej części, jest niezłe i przede wszystkim wierne kwestiom mówionym (o pomijaniu sporych fragmentów wypowiedzi obecnym w jedynce nie ma tu już mowy). I chyba dobrze, że jest to spolszczenie kinowe (patrz: peany na cześć angielskich głosów kilka zdań powyżej).

Screen z gry Call of Juarez: Więzy Krwi

Wybierz swojego brata

Ciekawa fabuła i wyborne dialogi w grze FPS jakkolwiek umilają rozgrywkę, są jednak z definicji tylko dodatkiem do strzelania i na odbiór wpływają raczej w umiarkowanym stopniu. Najważniejsza pozostaje rozgrywka i dym unoszący się znad pukawek. Nikogo więc nie zaskoczy fakt, że do dyspozycji gracza oddano spory wybór broni (które można albo zabrać poległym, albo zakupić w przydrożnych sklepikach za znalezione/zarobione pieniądze). Mamy piętnaście głównych klas broni, z których część podlega jeszcze zróżnicowaniu ze względu na trzy określające spluwę parametry – obrażenia, szybkostrzelność i przeładowanie.

Zdziwienie może za to wywołać fakt, że przed większością misji mamy możliwość zadecydowania, którym z dwóch starszych braci chcemy pokierować. Wybór ten wpływa w pewnym stopniu na przebieg rozgrywki, bowiem Thomas potrafi się wspinać i korzystając z lassa (którym zresztą kręcimy za pomocą myszki w swoistej minigierce) dostać się w niedostępne dla brata miejsca, Ray natomiast doskonale odnajduje się we władaniu dynamitem i wysadzaniu przeszkód w powietrze. Co ciekawe, w misjach zazwyczaj biorą udział obaj bracia i możemy być pewni, ze jeśli gramy jako Ray i mamy za zadanie osłaniać brata podczas karkołomnych akrobacji, to grając jako Thomas sami będziemy musieli je wykonać, podczas gdy ratować nam tyłek będzie „komputerowy” braciszek. Wielka szkoda, że twórcy nie zaimplementowali trybu kooperacji dla dwóch graczy, bo konstrukcja poziomów aż się o takową możliwość prosi.

Strona: 1 2 3 Następna
Zgłoś błąd