Call of Juarez: Więzy Krwi
Efektowny powrót na Dziki Zachód
Mateusz Stanisławski 5 kwietnia 2009, 19:14
Tabela faktów pokaż/ukryj
| Produkt: | Call of Juarez: Więzy Krwi |
| Producent: | Techland |
| Dystrybutor w Polsce: | Techland |
| Wersja językowa: | polska (kinowa) |
| Data premiery na świecie: | 30 czerwca 2009 |
| Data premiery w Polsce: | 3 lipca 2009 |
| Zalecany wiek: | 16+ |
| Wymagania sprzętowe - minimalne: | procesor 3,2 GHz, 1 GB RAM, karta graficzna zgodna z DirectX 9.0c (GeForce 6800 lub odpowiednik), 4 GB wolnego miejsca na HDD |
Polacy nie gęsi i swoje wirtualne westerny mają. Najlepszą, choć nie pozbawioną wad, rodzimą produkcją rozgrywającą na Dzikim Zachodzie jest bezapelacyjnie Call of Juarez. Wygląda jednak na to, że hit Techlandu już niedługo będzie musiał opuścić tron. Wielkimi krokami zbliża się bowiem premiera prequela tego FPS-a, który ma wszystko to, co jest potrzebne, by zdeklasować poprzednika i zdobyć serca najbardziej wymagających graczy!
Dwóch wspaniałych
Przypomnijmy, że w pierwszej części cyklu Call of Juarez sterowaliśmy na przemian dwoma bohaterami: chłopakiem o imieniu Billy i pastorem Ray’em McCallem. Etapy, podczas których wcielaliśmy się w młodego rzezimieszka, były mniej zręcznościowe i bazowały głównie na skradaniu się oraz cichej eliminacji oponentów. Misje te na ogół nie były najlepiej zaprojektowane i relatywnie szybko się nudziły. Twórcy – widząc, że taki rodzaj rozgrywki niezbyt spodobał się odbiorcom – postanowili w prequelu zmienić towarzysza McCalla, który preferuje dynamiczne wymiany ognia. Wybór padł na Thomasa – brata Ray’a.
Zabawa w dużej mierze będzie bazowała na wzajemnej współpracy rodzeństwa. Młodszy Thomas jest bardzo zwinny, toteż bez problemu będzie mógł wspinać się na wzniesienia – a potem pomóc pokonać przeszkodę starszemu, mniej sprawnemu bratu. Natomiast umiejętności Ray’a przydadzą się wtedy, gdy wróg zaatakuje grupą i konieczna będzie wymiana ognia na przestrzeni paru metrów – swoimi rewolwerami i materiałami wybuchowymi jest w stanie w kilka chwil rozpętać piekło. Thomas to natomiast urodzony snajper – strzela świetnie z broni długodystansowych, co przyda się wówczas, gdy niezbędne będzie bezpieczne „oczyszczenie” okolicy.
Dawno, dawno temu na Dzikim Zachodzie...
Jak już wspomniałem, będziemy mieli do czynienia z prequelem, czyli akcja produkcji rozgrywać będzie się przed wydarzeniami znanymi z pierwszej odsłony serii Call of Juarez. McCallów poznamy w czasie wojny secesyjnej. Bracia, będąc po stronie Konfederatów, bronią rodzimej Georgii, ale – dowiedziawszy się nowych informacji na temat ukrytego złota w Juarez – dość szybko zrezygnują ze służby. Ray i Thomas wyruszą na zachód kontynentu, by znaleźć legendarny skarb. Zadanie oczywiście nie będzie proste, ponieważ nie tylko McCallowie szukają złota. Odwiedzając azteckie ruiny, pustynie Arizony oraz kilka miasteczek i osad, natkną się na groźnych meksykańskich rewolwerowców i innych nieprzyjemnych typków, którzy tylko czekają, by „poczęstować” braci porcją ołowiu.
Scenarzyści niejednokrotnie nas zaskoczą – historia ma być pełna ciekawych zwrotów akcji. Na zachętę powiem, że bohaterowie po pewnym czasie spotkają trzeciego z braci McCallów – Williama. Na ich drodze stanie także... piękna seniorita, która sprawi, że Ray i Thomas przestaną ze sobą współpracować. Ach, te kobiety...
Lepiej, więcej i ciekawiej
Twórcy poświęcają dużo czasu na to, by rozgrywka w Call of Juarez: Więzy Krwi była jeszcze bardziej zróżnicowana niż w pierwszej odsłonie cyklu. Wygląda na to, że cel zostanie osiągnięty. Przede wszystkim, przed rozpoczęciem każdego etapu będziemy mogli wybrać sterowaną postać. Nic nie będzie nam stać na przeszkodzie, by przejść prawie całą kampanię tylko Thomasem albo co misję zmieniać kowboja. To bez wątpienia wpłynie na żywotność tytułu, wszak bracia preferują odmienne taktyki pozbawiania życia oponentów. Nie oznacza to jednak, że grając Ray’em, będziemy skazani na korzystanie tylko z rewolwerów i materiałów wybuchowych – każdy z bohaterów będzie mógł podnieść dowolną broń, jaka znajdzie się na mapie. Pozostaje tylko kwestia umiejętności w strzelaniu z danej „pukawki” – przykładowo starszy z braci nie będzie zabijał przeciwników ze snajperki tak skutecznie, jak Thomas.
Rozgrywkę urozmaici na pewno opcja upgrade’owania broni. Ulepszać będzie można na pewno kolty i strzelby, o pozostałych narzędziach mordu w tym kontekście nic więcej nie wiemy. Pewne jest natomiast to, że wielokrotnie podczas zabawy postrzelamy z dział stacjonarnych, na przykład armat i ciężkich karabinów maszynowych oraz użyjemy różnej maści materiałów wybuchowych. Warto dodać, iż w prequelu nasze „zabawki”, w przeciwieństwie do pierwszej odsłony cyklu, nie będą się psuć i wybuchać w dłoniach herosa.
Oczywiście znajdzie się również miejsce dla efektownego bullet-time’u, dzięki któremu powalenie nawet kilku przeciwników w niecałe dziesięć sekund nie będzie zbyt trudnym zadaniem. Energię pozwalającą na korzystanie z tej opcji (koncentrację) będziemy zdobywać, celnie strzelając do oponentów. W zwolnionym tempie rozgrywać się będą między innymi pojedynki rewolwerowców znane z pierwszej części serii. Warto nadmienić, że tego rodzaju starcia ulegną zmianie w stosunku do „jedynki” – na przykład kamera w czasie pojedynku będzie teraz umieszczona na wysokości biodra sterowanego kowboja.
Pozytywnymi, przynajmniej moim zdaniem, elementami produkcji będą nowe rozwiązania dotyczące zapisu stanu rozgrywki oraz leczenia rannego bohatera. Twórcy postanowili zaimplementować do tytułu system automatycznej regeneracji zdrowia postaci, dzięki któremu wystarczy przez kilka sekund unikać ostrzału, by doszła ona do najwyższej formy. Naszych postępów w Call of Juarez: Więzy Krwi nie będziemy mogli samodzielnie utrwalić – jedyną formą zapisu stanu gry będą dość gęsto rozmieszczone na mapach checkpointy.
Większym zmianom nie ulegną natomiast etapy, podczas których będziemy jeździć konno. Tak jak w pierwszej odsłonie cyklu, zaistnieje możliwość strzelania podczas siedzenia w siodle oraz zmuszenia zwierzęcia do szybkiego biegu.





