News

50 Cent: Bulletproof

Dzisiaj mamy przyjemność przedstawić Wam, drodzy Użytkownicy, recenzję gry 50 Cent: Bulletproof. Jeśli lubicie złote łańcuchy i czarną muzykę powinniście owemu artykułowi przyjrzeć się bliżej. Życzymy miłej lektury!

Wielki srebrny krzyż na klacie, tatuaże na umięśnionych ramionach, „motherfucker” rzucane na lewo i prawo, niskie czoła informujące o problemie w komunikacji z otoczeniem i obowiązkowo duża porcja czarnego rapu – jeśli chcesz wcielić się w prawdziwego muzyka-killera zapomnij o 50 Cent: Bulletproof i sięgnij po Def Jam Fight for NY.

Słynny amerykański raper 50 Cent został postrzelony, dostał dziewięć kul i szczęśliwym trafem umknął śmierci. Łapmy gorący materiał! Przecież to idealny patent na grę i nakręcenia filmu! Za scenariusz odpowiedzialny jest sam Terry Winter, człowiek który stworzył „Rodzinę Soprano”. Tylko czemu tym razem wyszło tak słabo? Nie wiem, ale śledzenie murzyna, który mści się, okrada ludzi i zabawia z lekkimi panienkami wypada tu wybitnie nieciekawie. Dlaczego nie ma nieoczekiwanych zwrotów akcji i prawdziwych porachunków gangsterskich? Cóż, klimatem i fabułą nie umywa się do Grand Theft Auto: San Andreas.

Parę o systemie...

Ktoś kiedyś powiedział mi, że Devil May Cry wygląda słabo. Zastanawiam się co powiedziałaby ta osoba patrząc na 50 Cent: Bulletproof. Oprawa wizualna to typowy przeciętniak. Wszystkie obszary są do bólu proste, trudno doszukiwać się tu szczegółowości. Gdyby nie tekstury w wyższej rozdzielczości, mógłbym śmiało stwierdzić, że gra wygląda niczym jak te z czasów pierwszego PlayStation – wszędzie panuje „oszczędność”. Sytuację delikatnie ratuje różnorodność miejsc akcji: uliczne strzelaniny, slumsy, domy bossów mafii – ktoś miał dobry pomysł, lokacje posiadały spory potencjał, ale czyżby zabrakło zdolnych grafików?

50 Cent | Screen 1

Postacie przewijające się przez grę to materiał na oddzielny referat. Sprzymierzeńcy skaczą, biegają, strzelają i zachowują się jak gdyby zostali właśnie wypuszczeni z ciasnego karceru, w którym spędzili większość życia. Szkoda tylko, że są bardziej kłopotem niż pomocą, często gubią lub klinują się w ciasnych pomieszczeniach. Niesamowity uśmiech pojawia się na twarzy wskutek pewnego drobnego błędu, otóż zdarza się, że głowy „przyjaciół” wyginają się nienaturalnie o 45 stopni dając wręcz komiczny efekt. Przeciwnicy to już mistrzostwo świata, niektórzy wyglądem przypominają krzyżówkę goryla z członkiem oddziału antyterrorystycznego. Ogólnie rządzi pewna zasada – 99% osobników płci męskiej jest na tyle dobrze zbudowanych, że z wrażenia zapiszczałby nawet sam Mariusz Pudzianowski. Na dodatek wrogowie pojawiają się zewsząd i w ilościach hurtowych. Nic nie szkodzi, że przed chwilą przeczesałeś dany pokój, wyjdź z niego „nie pilnując pleców”, a bardzo prawdopodobne, że za chwilę dostaniesz kulkę od przeciwnika, który pojawił się w przed chwilą opuszczonym pomieszczeniu.

Strona: 1 2 3 Następna
Zgłoś błąd