Świat w skali mikro, dzień pod znakiem mobile
Czy w IT panuje moda i trend na wszystko, co małe i mobilne?
Tomasz Popielarczyk 30 grudnia 2011, 22:30
Pamiętam jak wczoraj rok 1999 i mój pierwszy komputer – wielką białą skrzynkę oraz nie mniejsze 15-calowe pudło tego samego koloru. Na tamte czasy był to hit, o którym marzyło każde (no, może każde, które wcześniej miało z nim styczność) dziecko. Jak to wygląda dziś? Zgoła odmiennie, a przede wszystkim nie przesłania tak świata, jak kiedyś.
Duże jest piękne? Kiedyś było, owszem. Teraz duże jest przede wszystkim niewygodne, zajmuje cenne miejsce na biurku i nie da się go włożyć do plecaka/kieszeni. A rzesze użytkowników właśnie takiej funkcjonalności pragną, czego dowodem jest rewolucja, jaka dokonała się na przestrzeni kilku ostatnich lat.
Sprzęt komputerowy ma być bowiem teraz nie tylko użyteczny i sprawny. Dla użytkowników, którzy stawiają go na ekskluzywnej komodzie (biurku, szafie etc.), ważny jest również aspekt estetyki. Jak wyglądałaby biała, kanciasta skrzynka w pomieszczeniu z nowoczesnym designem? W miejscu takiego pudła może przecież stać oryginalny wazon na kwiaty, prawda? Czytelnicy, którzy mieszkają z przedstawicielkami płci pięknej, z pewnością wiedzą, o czym mówię. I co ma wówczas począć biedny geek, którego przestrzeń życiowa ogranicza się do coraz mniejszego laptopa?
Spoglądając jednak na obecny trend zupełnie poważnie, nie da się oprzeć wrażeniu, że miniaturyzacja gadżetów ma dwie strony. Jedna to poręczne, mobilne i zajmujące niewiele miejsca gadżety, które często wręcz zachwycają swoimi niewielkimi gabarytami. Po drugiej czyhają jednak niespodzianki w postaci mniejszej wydajności (a nierzadko również tendencji do nadmiernego nagrzewania się, bo – jak wiadomo – nie idzie ona w parze ze słabą cyrkulacją powietrza), rozmiarów wyświetlacza oraz wygody obsługi. Nie należę do osób z małymi dłońmi i z czystym sumieniem przyznaję, że korzystanie z malutkich smartfonów i innych gadżetów bywa problematyczne. Czy zatem miniaturyzacja i atrakcyjny wygląd powinny się odbywać kosztem wygody użytkowania? Raczej ponura perspektywa na przyszłość.
Jeśli chodzi o desktopy, dotarliśmy obecnie do stadium, które producenci nazywają ultrabookami. Analogia do Macbooków firmy Apple nie jest tutaj wcale przypadkowa, bo to właśnie modele Pro z logo nadgryzionego jabłka były prekursorami w tej kategorii. Co charakteryzuje ultrabooka? Cienka do granic możliwości obudowa, wysoka kultura pracy i nadzwyczaj niska waga. Wszystko to składa się na fakt, że komputery tego typu są naprawdę wygodne w obsłudze, mimo że przy pierwszym kontakcie z nimi można odnieść wrażenie, że ma się do czynienia z zabawką, a nie poważnym sprzętem za kilka tysięcy złotych. Co więcej, wygląda na to, że producenci tego typu komputerów znaleźli remedium na przegrzewające się komponenty. Wspierają ich tutaj ze wszystkich sił producenci podzespołów (w szczególności Intel, któremu zawdzięczamy właściwie powstanie ultrabooków). Najnowsze procesory Sandy Bridge potrafią osiągnąć bardzo wysoką wydajność przy minimalnej emisji ciepła.




