SUPERHOT - recenzja
Łukasz Kopciński 25 lutego 2016, 14:54
SUPERHOT to dzieło, które z pomocą błyskawicznego crowdfundingu wyewoluowało z poczwarki w postaci amatorskiego projektu grupki zapaleńców z Polski, jeszcze pod inną nazwą - “7 Day First Person Shooter”. Czy jednak przeobraziła się ona w motyla, którego gracze powinni mieć w swoich steamowych klaserach?
Produkcję reklamuje hasło “Czas płynie tylko gdy się poruszasz” i mechanika ta sprawdza się znakomicie, kreując mimo minimalistycznej szaty graficznej zaskakująco efektowną logiczną strzelankę. Tylko dlaczego gra bazująca na spowalnianiu czasu kończy się tak szybko? Czyżby miało to związek z tytułem? Supergorąco może się zrobić, gdy uświadomimy sobie po paru godzinach, iż przeszliśmy już cały tryb fabularny…
Tryb składający się z 26. poziomów, których zaliczenie z osobna zajmuje od kilku do kilkuset sekund. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że należało wycisnąć więcej z tego konceptu, a napisy końcowe pojawiają się zdecydowanie zbyt pospiesznie. Sama historia jest dobrze opowiedziana i nie można powiedzieć, aby nie została dokończona. Chodzi o to, co dzieje się podczas jej opowiadania, bo tylko niektóre poziomy są bezpośrednio powiązane z fabułą, pozostałe to po prostu mapki do przejścia. I właśnie to powinno się pojawić w większej ilości, wraz z kolejnymi wariacjami broni oraz przeciwników. Ci ostatni występują w liczbie… jednego rodzaju. [ironia mode on]Dwóch, jeśli przyjąć rozróżnianie na gości materializujących się z bronią lub bez[/ironia mode off].
- Dobre, dobre. Ostatnie zdanie Ci się udało!
Ekwipunek stanowi wszystko co znajdziemy podczas rozgrywki, a mieści się w dłoni. W ekstremalnych sytuacjach możemy więc korzystać z posążków, butelek i tym podobnych przedmiotów. Więcej przyjemności przynosi jednak dzierżenie potężnego shotguna i karabinu maszynowego, którymi można zdjąć kilku wrogów jednocześnie. Wachlarz eksterminacyjny uzupełniają mniej efektowne: zwykły pistolet, katana i pałka. Antagonistów możemy również próbować uśmiercić poprzez walkę na pięści, jednak trzeba mieć na uwadze, że pierwsze ciosy jedynie ogłuszają, a nie zawsze można sobie pozwolić na dłuższe obijanie jednego z czerwonych, bo w międzyczasie z dużą prawdopodobieństwa w kierunku naszych pleców będzie zmierzał już pocisk. Albo kilka.
- Nie ignoruj mnie, wiem, że tam jesteś!
- Zaraz, zaraz. Co do…
- No! Wyrażaj się, pamiętaj, że piszesz recenzję. Czytelnicy patrzą na nas.
- Nas, czyli, mnie i…?
- Mnie.
- …
- Na razie nie potrzebujesz więcej informacji. Wracaj do swoich wypocin. Obserwuję.
Z czasem pojawia się jeszcze możliwość zamiany ciał z wrogami. Po takim przeskoku nasz poprzedni korpus staje się trumną dla uwięzionego w nim przeciwnika i roztrzaskuje chwilę później. Jest to skuteczne, ale potrzeba trochę cennego czasu, zanim zdolność odnowi się. Wolałem staroszkolne wykańczanie oponentów przecinając ich w pół kataną czy posyłając kulkę w głowę.






