Hitman: Absolution
Rozgrzeszenie najsłynniejszego zabójcy w historii gier
Adrian Kotowski 5 grudnia 2012, 09:48
Mechanika
Mechanika gry zależna jest od tego, w jaki sposób chcemy przejść dany poziom – nie ma prostego wytłumaczenia, bo równie dobrze możemy wybić wszystkich do nogi lub przejść niezauważonym i wyeliminować jedynie cel. Widzimy więc zależnie od sytuacji przemieszczanie się od osłony do osłony i szybka wymiana ognia (która bardzo często kończy się śmiercią) lub eliminacje oponentów po cichu i pozbywanie się ich ciał. Należy jednak powiedzieć, że nawet najlepszy plan często trudno wprowadzić w życie. Synchronizacja ruch niektórych wrogów uniemożliwia liniową eliminację głównych celów – jeśli mamy ich kilka, często nie zaczynamy więc od pierwszego z brzegu, dzięki czemu otrzymujemy inne możliwości eksterminacji pozostałych.
Broń jest nieodzownym przyjacielem Hitmana, a jego dwa srebrne, wytłumione AMT Hardballery są znakiem rozpoznawczym serii, mniej więcej tak jak kod kreskowy na jego głowie. Wszystkich lubiących sobie postrzelać powinna ucieszyć informacja, że w Absolution do ręki gracza trafia ogromny arsenał pukawek i innych urządzeń służących do odbierania życia. Większość możemy modyfikować za pieniądze uzyskane z kontraktów. Świetną rzeczą jest także to, że w sumie nie potrzebujemy żadnej broni, bo samo otoczenie nam ją dostarcza – zabić bandziora kubkiem to niezapomniane uczucie.
Wspomniałem o środowisku, które bardzo często gra pierwsze skrzypce. Projektanci umiejętnie porozmieszczali na mapach interaktywne obiekty pozwalające odwrócić uwagę wrogów, skryć się przed nimi czy po prostu ich eliminować. Odkrycie wszystkich opcji może nie jest zadaniem na jedną grę, ale raczej nie powinno być specjalnie trudne – choć nie są one zaznaczone, to chcąc nie chcąc na nie natrafimy.





