News

Dishonored

Genialny pomysł na genialną grę, która jest

Z utęsknieniem wyczekuję gry, której świat wciągnąłby mnie na równi z tym wykreowanym w Bioshocku. Nadzieją na ukojenie mojej tęsknoty wydawał mi się Dishonored. W dzisiejszej recenzji przyjrzę się grze, w której pokładałem duże nadzieje, a która – pomimo bycia świetną i wyjątkową – nie sprostała moim oczekiwaniom. Dlaczego? Zapraszam do lektury!

Co my tutaj właściwie robimy?

Dishonored rozpoczyna się od sielankowej sceny, w której poznajmy siebie, swoje miejsce w świecie oraz rolę. Corvo – bo tak się nazywa nasz bohater – wraca przedwcześnie z pewnej tajnej misji, którą oczywiście pomyślnie wykonał jak na cesarskiego obrońcę przystało. Nasz bohater jest skuteczny. Może nawet za bardzo, bo jego powrót niezbyt podoba się kilku ważnym osobistościom. Na szczęście są jednak przyjazne nam dusze, których uśmiech wpływa kojąco na zszargane nerwy głównego bohatera. Tymi duszami są Cesarzowa i jej córka Emily – dwie osoby, nad którymi Corvo czuwa i którymi się opiekuje.

Dishonored

Piękne sceny nie trwają jednak długo. Dochodzi do tragedii, za którą winą obarczony zostaje Corvo. Emily znika, my zostajemy wtrąceni do celi i tylko cud może nas uratować od ścięcia gilotyną. Jak się okazuje, cuda się zdarzają, a my – wspierani przez Lojalistów – wykonujemy kolejne misje, aby odpłacić wszystkim złym pięknym za nadobne. Już sam rys fabularny nie wydaje się zbyt oryginalny i taki w rzeczywistości jest, ale siłą tej gry jest połączenie tego przewidywalnego ciągu zdarzeń z niesamowicie wręcz klimatyczną rozgrywką. W przypadku tego drugiego producent nie poszedł na żaden kompromis – świat jest zaprojektowany idealnie, sprawia wrażenie sandboxowego, choć jest delikatnie ograniczony, jest sugestywny, brudny, ciemny – jest taki jaki powinien być świat ogarnięty zarazą.

Dishonored

Corvo chcąc nie chcąc zostaje wciągnięty w intrygę i z protektora staje się zabójcą. To od nas zależy, czy będzie cichym, eliminującym tylko dany cel, czy wyżynającym wszystkich w pień, niezależnie od tego, czy trafi się cywil, żołnierz czy gangster. Co ciekawe, przez całą grę nie musimy zabić dosłownie nikogo, gdyż ta daje nam wybór w postaci opcji alternatywnych. Te, zależnie od misji, otrzymujmy od razu po jej rozpoczęciu lub musimy sami znaleźć osobę, która podsunie nam pomysł, co zrobić z delikwentem, jeśli nie chcemy go uśmiercać. Od naszych wyborów zależeć będzie nie tylko zakończenie, ale także kolejne misje. W uproszczeniu – im więcej trupów na ulicach, tym więcej szczurów, które są jednymi z najpoważniejszych przeszkód na naszej drodze.

Dishonored

Zgłoś błąd