Airline Tycoon 2
Ktoś zapomniał zatankować Boeinga
Mateusz Kondrat 31 marca 2012, 10:00
Tabela faktów pokaż/ukryj
| Produkt: | Airline Tycoon 2 |
| Producent: | Kalypso Media |
| Wydawca: | Kalypso Media |
| Dystrybutor w Polsce: | Cenega |
| Wersja językowa: | polska - napisy |
| Data premiery na świecie: | 2 października 2011 |
| Data premiery w Polsce: | 24 lutego 2012 |
| Zalecany wiek: | brak ograniczeń |
| Wymagania sprzętowe - minimalne: | Core 2 Duo 1.8 GHz, 1 GB RAM (2 GB dla Vista/7), karta grafiki 512 MB (GeForce 8800 GT lub lepsza), Windows XP/Vista/7 |
Zasady lotu – gameplay
Zaznajomieni z pierwszą częścią Airlne Tycoon z pewnością odnajdą się także w systemie rozgrywki jej następczyni. Na starcie do wyboru mamy dwa znajome tryby gry – kampanię i grę bez ograniczeń. Na starcie czeka też zgłodniałych podniebnych lotów przykra niespodzianka. W trybie kampanii mamy do wyboru jedynie sześć misji – liczba wyzwań jest identyczna z tą dostępną w „jedynce”. Biorąc pod uwagę fakt, że wraz z bazującymi na pierwszej części dodatkami gracze mieli okazję sprawdzić się łącznie w 30. kampaniach, to jest to wynik z pewnością rozczarowujący. Przykre dla wyczekujących kontynuacji tego ekonomicznego symulatora może okazać się także to, że dostępne misje są w części skopiowane z protoplastki – z powiększeniem jedynie stopnia trudności (w jednej z nich musimy zarobić 400 milionów, podczas gdy w Airline Tycoon dążyliśmy do zysku na poziomie 5 milionów).
Poza tym stawiane nam w kolejnych kampaniach wyzwania bywają trochę zwodnicze. Na przykład, na samym początku musimy osiągnąć 80-procentowy wizerunek na jednej z tras. Szkoda tylko, że niedostępna jest wtedy agencja reklamy i niemożliwe jest wykonanie tego zadania w sposób, na który od razu wpadłby każdy znający poprzedniczkę gracz. W tym, jak i w przypadku kolejnych misji trzeba pamiętać o tym, że w kampanii nie zawsze liczy się zysk, lecz wykonanie zadania i czasem balans na granicy bankructwa (darmowe przeloty dla pasażerów) pozwoli nam ukończyć wyzwanie. Nazbyt to rażące uproszczenie czegoś, co z założenia jest symulatorem EKONOMICZNYM.
Ciekawiej prezentuje się z pewnością gra bez ograniczeń – w niej od razu mamy dostęp do wszystkich opcji (na przykład sabotażu przeciwników i bardzo interesujących zdarzeń losowych) i tylko w niej mamy możliwość wybrania dowolnego lotniska na nasz macierzysty port. Tutaj w końcu liczy się przedsiębiorcze podejście do gry, bo na każdym porannym spotkaniu u nowego zarządcy lotniska (który jest ojcem chrzestnym… poprzedniego) pochwały zbiera tylko ten, kto notuje zyski.
A żeby zbierać zyski trzeba zadbać nie tylko o nasze samoloty (dostępne na złomowisku lub w Hangarze 51, gdzie obsłuży nas sobowtór Einsteina*) i personel (dział kadr nadal tworzą panna Selig i pan Hagerdorn – choć trochę podstarzali), ale także o sabotaż (pomoże nam pracownik „Kwiaciarni” w postaci Terminatora) i naszą własną ochronę (Wolverine czuwa). Zarówno te wszystkie postaci, jak i awatary bohaterów grywalnych, stanowią ogromny plus Airline Tycoon 2 i potwierdzają, że choć twórcy poszli trochę na łatwiznę z rozgrywką – to przynajmniej postarali się o oddanie klimatu i humoru poprzedniczki.
Szkoda tylko, że serce gry, czyli rzeczona rozgrywka, trochę w przypadku Airline Tycoon 2 kuleje. Zwłaszcza jeśli zaczniemy wymieniać opcje brakujące w porównaniu do „jedynki”, czyli np. giełdę lub źródła taniego paliwa oraz brak możliwości rozmowy z konkurencją [sic!]. Tego ostatniego nie zastąpi nawet koczujący w terminalu Tom Hanks w towarzystwie piłki do siatkówki.
*Wszystkich wymienionych bohaterów znajdziecie w rozbudowanej galerii do artykułu.




