NBA 2K10
Ostatnia nadzieja pecetowych koszykarzy
Paweł Pochowski 9 stycznia 2010, 13:23
Tabela faktów pokaż/ukryj
| Produkt: | NBA 2K10 |
| Producent: | Visual Concepts |
| Wydawca: | 2K Sports |
| Dystrybutor w Polsce: | Cenega Poland |
| Data premiery na świecie: | 09 października 2009 |
| Data premiery w Polsce: | 06 listopada 2009 |
| Informacje dodatkowe: | Gra wydana w wersji na: Nintendo Wii, PlayStation Portable, PlayStation 2, PlayStation 3, PC i Xbox 360 |
Bardzo trudne początki
Na początku zabawy z NBA 2K10 spodziewałem się różnych scenariuszy. Wiedziałem na pewno, że nie będzie łatwo, tym bardziej że ostatnią koszykówką, w którą pograłem dłużej, była NBA Live 2003. Powrót do tego sportu z samego założenia nie miał być rzeczą prostą. Jednak byłem gotowy na wyduszenie z siebie siódmych potów przy nauce rozgrywki, aby następnie czerpać z niej multum frajdy. I wiecie co? Nie udało mi się.
Nie udało się, ponieważ tuż po instalacji NBA 2K10 byłem o krok od odinstalowania tego tytułu. Po obejrzeniu początkowych filmików przywitało mnie maksymalnie zakręcone i skomplikowane menu główne. Dodatkowo poruszanie się po nim utrudniała dziwna obsługa klawiatury. Cóż, pewnie na padzie z analogami – dokładnie takim, w jakie wyposażone są PS3 lub Xbox 360 – obmyślony przez twórców system miał ręce i nogi. Natomiast dziwi mnie, że na PC owo menu nie zostało zmienione.
Jego obsługa jest strasznie niewygodna – naciśnięcie strzałki co prawda powoduje wybranie jakiejś tam opcji, ale już jej puszczenie jest równoznacznie z powróceniem do pozycji neutralnej. Po prostu strzałki klawiatury zachowują się tak, jak grzybek analogowy na padzie – muszą być cały czas wciśnięte. Dodatkowo układ poszczególnych opcji jest skomplikowany i nieraz zdarzało mi się totalnie nie wiedzieć, w którym właściwie miejscu jestem. Gdyby nie to, że z myszką jakoś to wszystko jeszcze działało, a niedługo później zdecydowałem się na podłączenie pada – prawdopodobnie recenzja NBA 2K10 skończyłaby się, zanim w ogóle bym zagrał.
Jednak to nie koniec początkowych zmagań z NBA 2K10. Gdy już udało mi się w miarę opanować podstawowe poruszanie się po menu głównym, przyszedł czas na rozegranie pierwszego meczu. Po chwilowym oczopląsie – gra zdaje się oferować kilkanaście trybów zabawy, aż nie wiadomo od czego zacząć – odpaliłem „szybki mecz”. I to właściwie tylko po to, by przekonać się, że bez zajrzenia do instrukcji nic nie zdziałam. Oprócz tego uświadomiłem sobie także, że wiele z zasad w NBA panujących udało mi się najzwyczajniej w świecie zapomnieć . A już na pewno dotyczyło to terminologii opisującej zarówno zasady, jak i to co działo się na boisku. Szybki rzut okiem do instrukcji obsługi uświadomił mi, że do opanowania jest multum różnych zagrań i akcji. Oczywiście do podstawowej zabawy wystarczy ich o wiele mniej, ale i tak perspektywa długiej nauki niezbyt mnie ucieszyła. Nie wiem, co by było, gdyby nie recenzencki obowiązek. Być może więcej do NBA 2K10 bym nie wrócił. I choć dalej musiałem dosłownie zmagać się z tą grą, to powoli było coraz lepiej. Można więc powiedzieć, że jeżeli nie jesteśmy zapalonymi wirtualnymi koszykarzami, to początki zabawy mogą sprawić wiele trudności. Warto jednak przez nie przebrnąć i lepiej poznać NBA 2K10. Dlaczego? Już wyjaśniam.



