Medal of Honor 10th Anniversary
Dziesięć lat minęło jak jeden dzień...
Rafał Kurpiewski 1 czerwca 2009, 23:00
Tabela faktów pokaż/ukryj
| Produkt: | Medal of Honor - 10th Anniversary |
| Producent: | EA Games |
| Dystrybutor w Polsce: | EA Polska |
| Wersja językowa: | angielska |
| Data premiery na świecie: | 22 wrzesień 2008 |
| Data premiery w Polsce: | 15 maj 2009 |
| Zalecany wiek: | 16+ |
| Wymagania sprzętowe - minimalne: | procesor Intel Pentium 4 (2,8 GHz) lub odpowiednik, 1 GB RAM, karta graficzna zgodna z DirectX 9.0c (GeForce 6800 lub odpowiednik), 16,6 GB wolnego miejsca na HDD |
Zwycięstwo na Pacyfiku za wszelką cenę!
Drugim pełnoprawnym tytułem, na jaki natkniemy się w pudełku, jest wydany pod koniec 2004 roku Pacific Assault (w wersji reżyserskiej, zawierającej wiele dodatkowych materiałów na temat II Wojny Światowej i historii serii). Jest to produkcja, której o wiele bliżej do dzisiejszych strzelanin niż opisywanemu wyżej Allied Assault. Jak na pięciolatka poszczycić się może naprawdę ładną oprawą audiowizualną. Grafika momentami robi wrażenie nawet dziś (szczególnie w pierwszej części rozgrywki – obronę Pearl Harbor zrealizowano wręcz po mistrzowsku), a muzyka trzyma wysoki poziom narzucony w poprzedniej odsłonie. Gra ma też rozbudowaną i nieco bardziej „dzisiejszą” warstwę fabularną - jest historia grupy przyjaciół, są też dramatyczne wydarzenia i epickie zwycięstwa. Przyjemna jest również narracja prowadzona przez naszego bohatera. Dzięki tym zabiegom grze klimatem blisko do filmów pokroju „Szeregowca Ryana” czy „Cienkiej czerwonej linii”. Niestety piekielnie wysoki poziom trudności często odbiera całą radość z grania. Wciąż brakuje amunicji, wrogowie celnością przewyższają najlepszych snajperów, a system leczenia, choć w założeniach ciekawy i nowatorski (by odzyskać zdrowie musimy wezwać sanitariusza i liczyć na to, że zdąży dobiec na czas nim stracimy przytomność), w praktyce zupełnie się nie sprawdza – niezwykle frustrująca kombinacja. Giniemy często i gęsto, przez co zmuszeni jesteśmy po wielokroć powtarzać trudniejsze fragmenty. Dwadzieścia pięć misji oddanych do dyspozycji gracza zmienia się więc w mordęgę i zamiast nas cieszyć – przytłacza. Mimo że ukończenie całej gry zajęło mi nieco ponad dziesięć godzin, czułem się jakbym odsiedział nad nią co najmniej pięćdziesiąt. To chyba najpoważniejszy zarzut, jaki w ogóle można postawić grze. Pacific Assault jest zdecydowanie najsłabszym ogniwem rocznicowej edycji Medal of Honor i zdecydowanie najgorszą grą w serii.
Bohaterowie spadają z nieba.
Ostatnią grą w zestawie jest wydany niespełna dwa lata temu Medal of Honor: Airborne. Stworzona na silniku Unreal Engine 3 produkcja korzysta ze wszystkich jego dobrodziejstw, urzekając gracza widowiskową i realistyczną grafiką, wspaniałymi efektami cząstkowymi i wysoką rozdzielczością wszystkiego, co widać na ekranie. To w dalszym ciągu jedna z ładniej wyglądających gier. Next-genowej grafice towarzyszy także next-genowy model rozgrywki. Zgodnie z modną ostatnio tendencją do oddawania graczowi coraz większej kontroli nad sytuacją, także i tutaj mamy do czynienia ze swobodną i nieliniową rozgrywką (co z kolei odbija się na fabule – tak jak w przypadku Allied Assault nie ma jej prawie wcale). Na początku każdej misji, a także po każdej „śmierci”, zrzucani jesteśmy na teren działań ze spadochronem i tylko od nas zależy, gdzie zdecydujemy się wylądować. Możemy więc opaść na dach jakiegoś wysokiego budynku i uraczyć wroga ołowiem ze snajperki, możemy tez skoczyć w sam środek walki i liczyć na to, że zdążymy wszystkich podziurawić karabinem, nim zorientują się co zaszło. W każdej z sześciu rozległych misji mamy po kilka rozproszonych celów, które osiągamy w dowolnej kolejności. Wysadzamy więc wrogie działa przeciwlotnicze, zdobywamy fortyfikacje lub niszczymy czołgi. Po wykonaniu tych podstawowych zadań zazwyczaj sytuacja się komplikuje i pojawiają się kolejne wytyczne, już nieco bardziej liniowe i sfabularyzowane. W trakcie rozgrywki korzystamy z wielu broni i zdobywamy doświadczenie w walce nimi, dzięki czemu stopniowo zwiększamy celność, ilość zadawanych obrażeń czy pojemność magazynków. Zaczerpnięte z gier fabularnych rozwiązanie sprawdza się tutaj doskonale (zwłaszcza, że stopień trudności rośnie dość szybko wraz z kolejnymi misjami) i dostarcza dodatkowej satysfakcji. Niestety, gra jest przeraźliwie krótka. Sześć misji starcza raptem na pięć-sześć godzin zabawy, co powoduje ogromny niedosyt. Jest to w zasadzie jedyna słaba strona Airborne’a.
Plus czy minus?
Czy zatem warto zapoznać się z Medal of Honor 10th Anniversary? Cóż, podsumujmy. Za 89 złotych otrzymujemy dwie wspaniałe gry (z czego jedną wraz z dwoma oficjalnymi dodatkami) i jedną nieco słabszą, które razem zapewniają nam dobrych 40-45 godzin zabawy dla jednego gracza (o trybie multiplayer nie wspominając). Dostajemy też płytę z muzyką i eleganckie opakowanie. To naprawdę dobry układ i wspaniała szansa, by zagrać w jedną z najlepszych serii gier FPS. Bo gry te, mimo upływu lat, w dalszym ciągu zapewniają emocjonującą rozgrywkę i masę frajdy, czego często brakuje współczesnym produkcjom. Dlatego z czystym sumieniem polecam ten zestaw każdemu miłośnikowi strzelanek i wojennych klimatów. Nie zawiedziecie się.
| Plusy | Minusy | Ocena końcowa |
|---|---|---|
|
|
85% |
Opisany powyżej produkt został uhonorowany przez nas odznaczeniem Polecane przez PC Centre. Przyznajemy je jedynie produktom naprawdę wysokiej jakości, których zakup bez obaw możemy polecić Wam, drodzy Czytelnicy.





