Colin McRae: DiRT 2
Druga część brudnego Colina
Paweł Pochowski 24 sierpnia 2009, 11:10
Tabela faktów pokaż/ukryj
| Produkt: | Colin McRae: DiRT 2 |
| Producent: | Codemasters Software |
| Wydawca: | Codemasters Software |
| Dystrybutor w Polsce: | Codemasters Software |
| Data premiery na świecie: | 8 września 2009 (wersja na konsole PlayStation 3 i Xbox 360), grudzień 2009 (wersja na PC) |
| Data premiery w Polsce: | 10 września 2009 (wersja na konsole PlayStation 3 i Xbox 360), grudzień 2009 (wersja na PC) |
Koko-Maroko
Nie mniejsze atrakcje czekają na mnie w Maroko, gdzie mam wziąć udział w zawodach typu Trailblazer. Trasa nazywa się "Ounila Descent" i liczy 7 kilometrów długości. Są to zawody zorganizowane mniej więcej w stylu rajdowych odcinków specjalnych, z tym że kolejni startujący ruszają na tyle szybko, by mogli się na trasie doganiać i wyprzedzać.
Tym razem startuję w dużo szybszym od ociężałej mini ciężarówki Mitsubishi Eclipse GT. Razem ze mną w rządku znajdują się między innymi Ken Block oraz Dave Mirra. Trasa wyścigu prowadzi przez górzystą pustynię, obfituje we wzniesienia, dużo piasku oraz sporych rozmiarów kamienie leżące blisko drogi. Początkowy kawałek asfaltu pozwala mi bardzo szybko nabrać znacznej prędkości oraz zachwycić się nad rozmyciem ekranu symulującym w świetny sposób efekt szybkiej jazdy. Ale już po chwili trzeba zwolnić – okazuje się, że przy ostrzejszych zakrętach piasek zapewnia nam jedynie minimalną przyczepność, przez co drastycznie rośnie możliwość przeforsowania i zaliczenia dzwonu w przeszkody po zewnętrznej stronie zakrętu.
Szczególnie zachwycił mnie także efekt wjechania w kałużę pełną wody widziany z wnętrza auta. Fontanna wody oraz błota, która zalała moją przednią szybę momentalnie ograniczyła widoczność do zera, co wymusiło na mnie zdjęcie nogi z gazu. Na szczęście wycieraczki zadziałały jak trzeba, ale efekt, szczególnie po raz pierwszy, powoduje wypowiedzenie całkiem głośnego „łał”.
Po kilku zderzeniach i walce o utrzymanie się na trasie znajduję się na prostej do mety. Lekki ślizg powoduje uderzenie w bandę tuż przed metą oraz całkowite rozwalenie samochodu. Mam wtedy przyjemność po raz pierwszy skorzystać z cofnięcia czasu, dzięki czemu nie muszę powtarzać całej trasy. Rzecz bardzo przydatna, chociaż przecież nie nowa.
Tuż po wyścigu kolejna powtórka pozwala mi nacieszyć oko kunsztem grafików oraz projektantów. Bardzo spodobało mi się wgniecenie prawego dolnego progu przy zahaczeniu bokiem auta – podczas jednego ze ślizgów – o leżący przy drodze kamień. Ogólnie model zniszczeń zdaje się być lekko nadwrażliwy, ponieważ auta są nadzwyczaj kruche i delikatne – ale tak naprawdę to mało przeszkadza. Przecież w razie dzwonu można cofnąć akcję parę sekund, a pojedyncze odlatujące części zawsze ładnie wyglądają. Podobnie jak spękane szyby, pourywane drzwi i ciągnące się smętnie za autem zderzaki. A wszystko to widziałem na własne oczy w ciągu paru minut spędzonych z demem DiRT 2. Być może przy dłuższym posiedzeniu moja opinia o tym aspekcie ulegnie zmianie, ale to się dopiero okaże.
Ogólnie wersja demonstracyjna bardzo mi się spodobała i narobiła wielkiego apetytu na pełną wersję. Chcę więcej tych emocji i prędkości, rywalizacji i zniszczeń. Jedyne, co mnie lekko martwi, to zbyt zręcznościowy model jazdy, który – jak dla mnie – zapewniał zbyt małą przyczepność. Co prawda obydwa wyścigi miały miejsce głównie na piasku, ale momentami przydałoby się znacznie więcej przyczepności, ponieważ auta ślizgają się trochę zbyt mocno. Ale sprawdzę to przy okazji testowania pełnej wersji tytułu.



