Battlefield Bad Company 2
Zła kompania – podejście drugie.
Adrian Kotowski 2 czerwca 2010, 10:27
Tabela faktów pokaż/ukryj
| Produkt: | Battlefield Bad Company 2 |
| Producent: | EA DICE |
| Wersja językowa: | do wyboru: pełna polska / pełna angielska |
| Data premiery na świecie: | 2 marca 2010 |
| Data premiery w Polsce: | 5 marca 2010 |
| Zalecany wiek: | 16+ |
| Wymagania sprzętowe - minimalne: | Core 2 Quad 2.3 GHz, 2 GB RAM, karta grafiki 256 MB (GeForce 7800 / ATI X1900), 10 GB HDD, Windows XP/Vista/7 |
| Wymagania sprzętowe - zalecane: | Core 2 Quad 2.3 GHz, 2 GB RAM, karta grafiki 512 MB (GeForce GTX 260 lub lepsza), 10 GB HDD, Windows XP/Vista/7 |
Co do walki, mamy do wykonania kilkanaście w miarę zróżnicowanych misji w różnych częściach świata. Odwiedzimy więc m.in. deszczową dżunglę w Boliwii, zostaniemy wysłani w mroźne góry czy w końcu przespacerujemy się po piaskach pustyni. Dostajemy do swojej dyspozycji pokaźny arsenał broni, dzięki której możemy eksterminować naszych wrogów w najróżniejszy sposób. Co ważne, ściany budynków nie są pancerne – przeciwnik kryjący się za jedną z nich wcale nie jest bezpieczny, gdy trzymamy w ręku granatnik czy wyrzutnie rakiet. To ważne, gdyż wiele razy byliśmy zniesmaczeni faktem, że w grach autorzy nie stosowali się do najprostszych zasad fizyki, a jedynym obiektem, który dało się w jakikolwiek sposób zniszczyć, był nasz przeciwnik.
Oprócz kilkunastu pukawek gracz otrzymuje możliwość zajęcia miejsca za sterami jeepa, czołgu czy quada. Oczywiście w kampanii dla jednego gracza pole manewru jest nikłe. Jedziemy tam, gdzie prowadzi nas droga i nie mamy możliwości zrobienia sobie małej wycieczki po mapie. Po prostu nie ma na to czasu. Rozgrywka jest skondensowana i zwykle nie mamy czasu zastanawiać się nad tym, co jest za daną górą czy skupiskiem drzew. Oczywiście, jak to bywa w takich produkcjach, gra opiera się na skryptach, które mają ją uczynić bardziej epicką, filmową. Wiemy jednak bardzo dobrze, że taki zabieg wcale nie musi zabić gry – przykładem jest choćby pierwsza i druga część Call of Duty: Modern Warfare. Da się znaleźć istne perełki, których powtarzanie wcale nie musi nudzić. Najciekawszy moim zdaniem z nich, to moment gdy jako snajper osłaniamy naszych towarzyszy i likwidujemy strażników stojących na warcie. Jest burza, a my wypuszczamy pocisk w chwili, gdy usłyszymy grzmot. Bardzo oryginalny pomysł czyniący tę grę bardziej klimatyczną.
W telegraficznym skrócie: singleplayer przebiega na zasadzie: strzelamy, oglądamy przerywnik filmowy, jeździmy pojazdem, strzelamy, oglądamy… itp., czyli nic, czego byśmy wcześniej nie widzieli. Naszła mnie w pewnym momencie myśl, że DICE czerpało garściami z produkcji Activision. Trzeba w tym miejscu nadmienić, że Battlefield: Bad Company 2 miał premierę ładnych kilka miesięcy po ukazaniu się na półkach sklepowych Call of Duty: MW2. Kolejnym faktem potwierdzającym moją tezę są sprytnie wplatane w wypowiedzi aluzje do dzieła konkurenta. Podczas jednej ze scenek między misjami, Sweetwater wypowiada kwestię: "Jeśli teraz się nie zdecydujemy, wyślą jakichś gości z oddziałów specjalnych, z pedalskimi kardiomonitorami przy spluwach". Kto grał w CoD: MW2 na pewno pamięta misję, gdy podczas śnieżycy, trzymając w ręku karabin właśnie z kardiomonitorem, przebijaliśmy się przez bazę wroga. Takich smaczków jest więcej. Czasem wystarczy przystanąć na dłużej i posłuchać żołnierskich dowcipów. Trzeba jednak powiedzieć jedno.
Powiewu świeżości w fabule gier FPP nie uświadczymy. Niemniej jednak ratowanie świata przed złymi, okropnymi i ogólnie „blee” Rosjanami jest w miarę przyjemne.





