News

Zawodowi cheaterzy w świecie CS:GO

Czy za najpiękniejszymi akcjami topowych graczy kryją się... cheaty?

Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie ryzykował życiem, biorąc te wszystkie farmaceutyczne okropieństwa. Najbezpieczniejszym rozwiązaniem dla cheatera zostaje więc trzeciorzędne oprogramowanie. Jak z nim walczyć? Casualowi gracze decydujący się na niesprawiedliwe zagrywki prawdopodobnie nigdy nie zostaną pokonani, choć deweloperzy CS:GO w 2014 roku wpadli na dość interesujący pomysł. Do gry wprowadzono funkcję o nazwie „Overwatch” (z ang. nadzór), która pozwala doświadczonym graczom przeglądać zgłoszone raporty z rankingowych meczy. Zasada działania jest prosta – w trakcie rozgrywki ludzie zgłaszają podejrzanych osobników za pomocą reporta. Nie trafia on tak jak w większości gier MMO bezpośrednio do dewelopera, a do systemu Nadzoru – jeśli mamy dostęp do tego narzędzia, możemy pobrać powtórkę rundy w trakcie której napłynęło zgłoszenie i oglądając zachowanie „podejrzanego” ocenić czy według nas używał wspomagaczy lub dopuszczał się griefiengu, czyli celowego utrudniania życia swoim kompanom. Na koniec wypełniamy krótką ankietę, która trafia już prosto do moderatorów CS'a – to do nich należy ostateczna decyzja o losie oskarżonego gracza. Dostęp do materiałów ewidencyjnych nie mają wszyscy chętni. Producenci postawili konkretne wymagania jakie trzeba spełnić by pomóc Valve w walce z cheaterami. Do korzystania z Overwatcha konieczne jest przegranie 500 godzin, posiadanie rangi co najmniej Gold Nova i zaliczenie minimum 150 wygranych spotkań rankingowych. Istotny jest także podany na koncie Steam wiek (musimy być pełnoletni) i czysta przeszłość (bez banów, skarg, z niską ilością negatywów). Za naszą pracę dostajemy wynagrodzenie – każdy wykryty przez nas, a następnie potwierdzony u Valve przypadek oszustwa nagradzany jest dodatkowymi punktami doświadczenia.

Cheatujące dla zabawy internetowe trolle w matchmakingach to jedno, ale co zrobić aby nie oszukiwano na turniejach online? Zabezpieczenia serwera nie poradzą sobie z profesjonalnie przygotowanym cheatem, w dodatku tak jak opisywał Richard Stanway, konkretny program musi istnieć na zakazanej liście, aby Valve mogło zbanować gracza ze stuprocentową pewnością jego winy. W chwili gdy rejestr jest aktualizowany o nowe pozycje, dostępne są już nowe, zmodernizowane aplikacje.

Znany i ceniony wśród społeczności CS:GO komentator, analityk oraz historyk esportu Duncan „Thorin” Shields ma na to pewne rozwiązanie. W jednym z odcinków swojego wideo bloga prowadzonego na YouTubie twierdzi, że Valve powinno zatrudnić zespół ekspertów od cheatów. Celnie porównuje wszystkich zwolenników esportowych teorii spiskowych do tych powszechnie znanych, jak przykładowo ataku na WTC czy morderstwa JFK. By móc logicznie dyskutować chociażby o 9/11 warto zaczerpnąć opinii ekspertów od pożarnictwa, architektów drapaczy chmur, doświadczonych budowlańców i ludzi zajmujących się burzeniem wielkich obiektów. Aby rozwiązać palące fanów sytuacje ze znanymi zawodnikami w roli głównej, deweloperzy Counter Strike'a powinni zaczerpnąć wiedzy od podobnych ekspertów, ale z dziedziny informatyki. Dlaczego by nie zatrudnić doświadczonych programistów, najlepiej takich, którzy w swojej karierze stworzyli niejednego wspomagacza. Ci weterani mogliby sprawnie ocenić czy podejrzane zachowania graczy to naturalne reakcje, czy może efekt jakiegoś misternego hacka? Nie chodzi tutaj o zapobieganie, a łapanie za rękę na gorącym uczynku.

Myślę, że jeśli Valve faktycznie chce podjąć walkę z oszustwami na profesjonalnych turniejach i nie przymyka specjalnie oczu na niesprawiedliwości, to powinno poszerzyć swój zespół o grono nowych pracowników. Ci ludzie mogliby spokojnie usiąść przed komputerami i wziąć się za analizowanie tony materiałów, które wręcz zalewają YouTube'a, Reddita oraz inne portale skupiające sympatyków CS:GO. Każda teoria mogłaby zostać rozbita na czynniki pierwsze i w jakiś przyziemny sposób wytłumaczona. Twórcy najpopularniejszego w Europie FPSa prowadzili już rekrutację, poszukując wspomnianych ekspertów, jednak nabór nie przyniósł chyba oczekiwanych rezultatów. Czy to oznacza, że na rynku nie ma odpowiednio wykwalifikowanych ludzi? Oczywiście lepiej szukać w nieskończoność niż zatrudniać świeżo upieczonych studentów informatyki, którzy mieliby decydować o czyjejś karierze, niesprawiedliwie kogoś oskarżając. A może Valve nie chce podjąć rękawicy i uważa, że problemu nie ma? Ciężko jest jednoznacznie stwierdzić o co tak naprawdę chodzi – faktem jest, że im dłużej to wszystko trwa, tym internet gotuje się coraz bardziej, rozpalając atmosferę kolejnymi doniesieniami o „frajerach oszustach z SK Gaming” lub „aimbocie JW”.

Zgłoś błąd