News

Relacja z DreamHack ZOWIE Open Bucharest 2016

W rumuńskiej stolicy Virtusi udowodnili, że StarSeries był tylko wypadkiem przy pracy

Wielki finał

Cloud9 vs Virtus Pro

W niedzielne popołudnie przyszedł czas na wielki finał bukaresztańskiego wydarzenia serii DreamHack ZOWIE. Virtusi znaleźli się na tym etapie po wcześniejszym spotkaniu z dignitas, zaś Cloud9 awansowało dzięki triumfie nad francuskim EnVyUs. Obie ekipy w batalii o główną nagrodę w wysokości 50.000 dolarów stanęły najpierw na wybranym przez zawodników z USA de_train. Mapie, na której jak dobrze wiemy Virtusi również potrafią pokazać pazur. I udowodnili to w finałowym starciu w stolicy Rumunii. Runda pistoletowa należała do C9, ale Polacy wyszarpali force'a dzięki wygranemu przez Byaliego clutchowi 1vs1. Dało im to siłę do szybkiej ucieczki w tabeli po stronie obrońców, w tym przypadku Amerykanie nie mogli się przebić, dając oponentom zbudować przewagę 12:3. W kolejnej połówce wydawało się, że zawodnicy Cloud9 poważnie zagrożą hegemonii naszych rodaków – ekipa ze Stanów zabezpieczyła dla siebie 5 rund z rzędu, ale członkowie VP nie przerazili się malejącą różnicą, dominując przeciwników w ostatnich minutach mapy I wygrywając 16:9. Dla Stewiego oraz jego kolegów był to pierwszy przegrany Train w tym turnieju – wcześniej rozegrali trzy inne potyczki na tej mapie i wszystkie zakończyły się dla nich pomyślnie.

Po przerwie akcja spotkania przeniosła się na de_cobblestone. Północnoamerykańska drużyna ponownie wystartowała ze zdobytą rundą pistoletową, a nasi rodacy kolejny raz dokonali kontry już chwilę później, wyrównali oraz wyszli na prowadzenie 3:1. Niestety wynik szybko zmienił się na korzyść Cloud9, którzy dogonili biało-czerwonych i zdetronizowali dotychczasowych prowadzących. Polacy odebrali rywalom jeszcze kilka punktów, lecz finalnie połówka należała do graczy C9, którzy domknęli ją wynikiem 9:6. Dalsza część rywalizacja była już dosłownie tylko formalnością – Virtusi zdobyli pod rząd 10 punktów, z łatwością dominując Amerykanów i zajmując pierwsze miejsce w tegorocznym DreamHack ZOWIE Open.

Podsumowanie

Po kiepskim występie w finałach drugiego sezonu StarSeries w Kijowie, niewielu analityków sądziło, że Virtusi będą pretendentem do głównej nagrody w Bukareszcie. Polacy jednak udowodnili, że SL i-League był tylko wypadkiem przy pracy – nasi rodacy o wiele lepiej czują się przed dużą publicznością na LANowych turniejach czego świadkami mogliśmy być w ubiegły weekend. Solidnego pstryczka w nos strzelił hejterom Neo potwierdzając, że w jego ciele dalej zamieszkuje młodzieńczy duch szalonego gracza CS 1.6, który nie boi się walki w sytuacjach z pozoru beznadziejnych. Portal hltv.org gromadząc statystyki całych zawodów w stolicy Rumunii ogłosił na ich podstawie MVP turnieju, którym został właśnie Filip Kubski. W samym finale zdobył on 49 fragów, tuż za nim ulokowali się TaZ z 36 zabójstwami i ratingiem 1.16 oraz Byali, zaliczając 38 fragów i odnotowując rating w wysokości 1.15. W składzie Cloud9 nikt nie osiągnął poziomu 1.0, ale najbliższej tego progu był n0thing (0.98).

(fot. hltv)

Udzielając po finałowym meczu wywiadu dla hltv Filip nie krył zaskoczenia z wyboru mapy przez Cloud9. Jak sam stwierdził “Train był dla nas jak prezent gwiazdkowy”. Nietypowy wydaje się także fakt wybrania przez Amerykanów strony terrorystów – nieco trudniejszej w porównaniu do obrońców. Wszystkie te czynniki złożyły się w całość, tworząc dla Virtusów szansę na sprawne pokonanie oponentów. Za zajęcie pierwszego miejsca Polacy odebrali nagrodę w wysokości 50.000 dolarów. Przegrani wrócili do Stanów bogatsi o 20.000 dolarów.

(fot. DreamHack)

Po Bukareszcie wiemy także, że z dignitas już od dłuższego czasu nie ma żartów. Była to właściwie jedyna formacja, która skradła triumfatorom zawodów mapę. Mimo, że na de_mirage nie pokazali się z najlepszej strony to niedługo później na de_cobble'u i de_overpassie Virtusom nie było już tak łatwo. Dużym zagrożeniem okazał się Emil „Magiskb0Y” Reif, grający niezwykle agresywnie i często otwierający swoim kolegom drogę do wygrania rundy. Mimo porażki dignitas, MVP starcia z Virtus Pro stał się właśnie Duńczyk z najwyższym ratingiem rzędu 1.36. Jeśli 18-latek utrzyma obecną formę, może być jednym z kluczowych zawodników następnego LANa. Dla tych, którzy jakimś cudem przegapili ostatnią rundę półfinałowego spotkania na Overpassie, wrzucam powtórkę ace'a Neo vs dignitas.

A co z pozostałymi uczestnikami? Gambit w teorii i praktyce był najsłabszym zespołem, który nie zdobył ani jednej mapy. Podobnie sytuacja wyglądała u Ukraińców z FlipSid3 Tactics – B1ad3 i jego koledzy nie radzą sobie przy starciach w zawodach rangi Premier. Nieco lepiej wypadli gracze Heroic, pokonując w fazie grupowej francuskiego giganta EnVyUs 34:31. Los odwrócił się jednak w starciu best-of-three, gdzie trójkolorowi udowodnili raz na zawsze kto jest lepszy, odsyłając Duńczyków do domu. O dużym szczęściu nie może też mówić FaZe Clan. Doświadczenie oraz wysokie umiejętności allu nie pomagają formacji w zdobywaniu trofeów. Ekipa jak na złość udowadnia, że Thoorin miał sporo racji twierdząc, że FaZe to jedyna w świecie CS:GO najlepiej zarabiająca organizacja, której członkowie, odpadają jednocześnie za każdym razem w ćwierćfinałach lub jeszcze w fazie grupowej.

 (fot. DreamHack)

Kolejnym dużym wydarzeniem, w którym zobaczymy czołowych zawodników sceny Counter Strike'a będzie ESL One New York, rozpoczynający się 30 września. Osiem formacji, w tym Virtus Pro, powalczy o nagrody z puli wynoszącej 250.000 dolarów.

Zgłoś błąd