Need for Speed: Undercover

Tajniak w wielkim mieście

Rodzaj tekstu: recenzja/test
Mateusz Stanisławski
4 lutego 2009, 16:42
Drukuj Translate into English Translate into German

Tabela faktów pokaż/ukryj

Ten artykuł opisuje następujący produkt:

Produkt:Need for Speed: Undercover
Producent:EA Games
Dystrybutor w Polsce:Electronic Arts Polska
Data premiery w Polsce:21 listopada 2008
Data premiery na świecie:18 listopada 2008
Wersja językowa:polska (napisy)
Zalecany wiek:12+
Wymagania sprzętowe - minimalne:procesor Intel Pentium 4 (3 GHz) lub odpowiednik, 1 GB RAM, karta graficzna zgodna z DirectX 9.0c (Geforce 6500 lub odpowiednik), 5,5 GB wolnego miejsca na HDD

Po dość przeciętnym ProStreet’cie, który nie był udaną odskocznią od „plastikowych” edycji serii Need for Speed, Undercover przenosi nas tam, gdzie najpopularniejszy cykl wyścigów na PC królował przez kilka lat – na miejskie ulice. Czy studio Black Box stanęło na wysokości zadania i stworzyło produkt, który przywróci dawny blask serii oraz odciągnie fanów czterech kółek od świetnego Race Driver: GRID i niewiele gorszego najnowszego Test Drive’a?

Krótka przygoda gliniarza incognito

Atutem nowego Need for Speeda miała być interesująca historia bezimiennego policjanta, który wstąpił w szeregi gangu samochodowego, by znaleźć rzezimieszków odpowiedzialnych za masowe kradzieże luksusowych aut w mieście Tri-City. Do prac nad scenariuszem i przerywnikami filmowymi z udziałem prawdziwych aktorów (wśród osób przewijających się na ekranie wystąpiła m.in. piosenkarka Christina Milian) zatrudniono doświadczoną ekipę, toteż oczekiwania wobec warstwy fabularnej miałem duże. Czy w grze faktycznie mamy do czynienia z iście filmową opowiastką? Nie owijając w bawełnę – większość z informacji na temat fabuły w Undercover, które podali twórcy, były, delikatnie mówiąc, wyssane z palca: historia jest bardzo przewidywalna i płytka, sylwetki postaci są mało wyraziste, a z głównym bohaterem nie potrafiłem się utożsamić. Swego rodzaju fabularne tło tak naprawdę nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia, ba – moim zdaniem równie dobrze mogłoby go po prostu nie być. Co najgorsze, również cut-scenki zawodzą – zamiast budować klimat, nużą i czasami można odnieść wrażenie, że zostały dodane na siłę (nie wspominając o ich co najwyżej przeciętnej realizacji).

Need for Speed: Undercover

Kariera dla pojedynczego odbiorcy jest niestety krótka – przejście wszystkich zadań związanych z głównym wątkiem zajmuje około 7-8 godzin. Owszem, czeka na nas również dużo pobocznych wyścigów, a i pozwiedzać miasto zawsze można, ale co z tego, skoro nie dostarcza to żadnej satysfakcji i w ogóle nie bawi?

Miasto z „niedzielnymi” kierowcami

Czynników, które powodują, że jeżdżenie po Tri-City i rywalizowanie z innymi kierowcami jest nudne, jest niestety kilka.

Po pierwsze – poziom trudności wszelkich wyzwań jest żenująco niski. Gra jest typową zręcznościówką, w której bez problemu pokonujemy ostre zakręty bez potrzeby zdejmowania palca z przycisku odpowiedzialnego za przyspieszenie pojazdu, toteż kierowanie wehikułami nie jest przesadnie trudne. Łatwe sterowanie w połączeniu z niewymagającymi konkurentami, których z reguły wyprzedzamy po dwóch-trzech pierwszych zakrętach, sprawia, że rozgrywka szybko się nudzi i jest do bólu trywialna (dość powiedzieć, że zdominowanie wyścigu, czyli znaczne wyprzedzenie rywali lub bardzo szybkie ukończenie danej próby, ma miejsce nader często). Mało tego, uszkodzenia naszego auta nie mają prawie żadnego wpływu na jego osiągi, co znacząco upraszcza rozgrywkę.

Druga sprawa to sztuczna inteligencja naszych oponentów. Przeciwnicy biorący udział w zawodach nie zaskakują gracza – jeżdżą mało agresywnie i rzadko wykorzystują skróty. Z reguły tylko jeden wirtualny kierowca może stanowić problem, reszta jest chyba tylko dla ozdoby. Co ciekawe, ewentualna przewaga komputerowych wrogów wynika z ich lepszego wehikułu, a nie z umiejętności w jego kierowaniu. Łatwo można to zaobserwować, gdy jedziemy maksymalną prędkością na autostradzie: konkurent w mgnieniu oka nas dogania, ale już dwóch-trzech ostrych zakrętach jest za nami.

Również policjanci w całkiem niezłych radiowozach nie stanowią dla nas żadnego wyzwania – są mało skuteczni, łatwo ich wyeliminować z pościgu i bardzo rzadko organizują blokady. Ich siła tkwi jedynie w ilości – pojedyncze jednostki, które nas gonią, to żaden problem nawet dla nowicjusza. Notabene również inni uczestnicy ruchu w Tri-City nie grzeszą inteligencją – niejednokrotne zaobserwowałem absurdalne manewry w ich wykonaniu.

Ten obraz nędzy i rozpaczy dopełnia... pozbawione życia miasto. Na ulicach Tri-City właściwie nic się nie dzieje: innych kierowców jest jak na lekarstwo i nie mają miejsca wydarzenia losowe czy też policyjne pościgi za innymi uczestnikami ruchu. Szkoda, bo – trzeba przyznać – Tri-City jest naprawdę nieźle zaprojektowane (z wielu skrótów korzysta się bardzo intuicyjnie) i relatywnie duże. Wszelkie kryjówki i elementy otoczenia utrudniające pościg stróżom prawa są naprawdę sensownie ulokowane.

Strona: 1 2 3 Następna

Powiązane publikacje

Powiązane aktualności